Życie w stylu (do)wolnym cz. II

 

"Fenomen wiary, o ile nie jest ona traktowana jako bezpieczny azyl i bastion obronny przed intelektualnym ryzykiem poszukiwań i dociekań, staje się zagadnieniem kluczowym, najwyższej życiowej rangi" (Elżbieta Wolicka, Metafizyka nadziei).

 

Wydaje się więc sprawą oczywistą, że przy rozstrzyganiu kluczowego problemu egzystencjalnego człowiek powinien korzystać z najlepszych wskazówek, powinien dokładnie określić sens swoich poszukiwań.

 

To, że na słowo "powinność" reaguje chorobliwym zacietrzewieniem, nie znaczy, że transcendentalia ulękną się jego gniewu i obniżą poprzeczkę, staną się ogólnodostępne. Nie wystarczy tupnąć oburzoną nóżką, żeby rozpadła się Prawda i ustąpiła miejsce prywatnej bajeczce.

 

Dla otwarcia sensu egzystencji potrzebna jest pokorna praca nad sobą, uczciwy wgląd w zastany świat wartości. "Sens egzystencji niesie z sobą całą  serię rozróżnień na to, co pozytywne, i to, co negatywne ... Wartości pojawiają się tylko temu, kto zrozumie, że warto postąpić dobrze, a nie źle, mądrze, a nie głupio, mieć jakieś cele w życiu - na przykład poszukiwać prawdy, a nie być doskonale nijakim ... Jeżeli moje życie jest dla mnie wartością, zależy mi na ocaleniu go.

 

Wartość ta jednak spełnia się jedynie poprzez odniesienie do wartości innych. Jest na wskroś relacyjna!!!

 

Sens egzystencji zakłada możliwość ocalenia od grożącej zguby, od przekreślenia życia jako wartości (K. Tarnowski, Ku metafizyce nadziei). Człowiek pozwalając sobie, by pochłaniała go bezpłodna aktywność, której produktem jest zawiła kombinatoryka jałowych idei, wystawia siebie na zgubę (chociaż będzie z dumnym uporem głosił, że oto wybił się na wolność). Wydaje mu się,  że jest całkowicie niezależny w sądach, że sięgnął poza krańce obłoków, gdzie Bóg nie ma już nad nim władzy. Nie rozumie prostej prawdy, że zanurzony w cywilizacyjne udogodnienia stracił eschatologiczną perspektywę. I cała jego nadęta działalność jest ciągłym uchylaniem się przed Życiem.

 

"Jeżeli Pan Bóg jest wszędzie to gdzie jest miejsce na siebie?"- pyta synek bohatera filmu "Czas religii" Marka Bellocchia (włoskiego reżysera znanego ze skandalizujących produkcji). Znamienne jest dla człowieka naszych czasów to natarczywe dopominanie się o miejsce na siebie, dla siebie. Atomizacja postaw w zakresie spraw ostatecznych jest dzisiaj dość powszechna, co nie znaczy, że ma ona prawdotwórczą moc. Przyczynia się natomiast do nieustannego oddalania się od tego, co leży po stronie Życia. Człowiek współczesny "ustami swymi gmatwa świat". A potem kładzie na karb Boga słabość swoich narzędzi poznania i zarzuca brak doskonałości Jego dziełu. Zamiast dążyć do tego, co w górze, staje się wytrawnym znawcą wszelkich niskości. Chce nimi niszczyć Boży wysiłek miłości. Dlatego (jak mówi Księga Mądrości) uchodzi przed jego obłudą Święty Duch karności, usuwa się od niemądrych myśli, bo płoszy go nadejście nieprawości. Człowiek zawzięcie dążący do samodzielnego, bez naginania do czegokolwiek, wymodelowania moralnej Venus, pozareligijnego sensu, sam sobie staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Odrzuciwszy Boga Prawdziwego, tworzy materialne i intelektualne idole. Nie wstydzi się mówić do bezdusznego, bezsilnego prosi o zdrowie, do martwego modli się o życie. Najbardziej bezradnego błaga o pomoc, a o drogę niezdolnego posłużyć się nogą. O zarobek, o pracę, o rękę szczęśliwą, o siłę tego, czyje ręce są bezsilne( por. Księga Mądrości).

 

Wzdłuż i wszerz przemierza bez-Pańskie drogi i nie znajduje kawałka urodzajnego gruntu, w którym można by zamieszkać w sposób ludzki...Bo chociaż uważa się za najwyższej klasy specjalistę,  jest zaledwie nieudolnym amatorem w dziedzinie człowieczeństwa. Perfekcyjny w błahostkach, pedantyczny w sprawach, które przemijają, próbuje harmonizować ubogą wrażliwość duchową z manią wszechmocy. Nic dziwnego, że duchowy krajobraz "wygenerowany" z takiego materiału, z kunsztownych metod samooszukiwania się, skrzy się górami absurdów, feeriami specjalnych efektów, na które miałyby się "nabrać"  nieobyte dusze.

 

A trzeba by,  zamiast do enigmatycznych sił ducha, odwołać się do Pisma Świętego. "Biblia jest niedościgła, gdy chodzi o ukazywanie ambiwalencji życia ludzkiego, tzn. jego jasnego i ciemnego oblicza, jego piękna i brzydoty, dobra i zła, łaski i grzechu. Tylko Pismo Święte ukazuje ciemną stronę życia w świetle wiary, budzi nadzieję i daje gwarancję zwycięstwa nad złem" (ks. Marian Włosiński, Wpływ Pisma Świętego na kulturę ludzką).

 

Trzeba by wołać- Ducha prawego odnów we wnętrzu moim, abym poszukiwał tego, co święte, co świętym nasyceniem serce zaspokaja. Abym dłużej nie dręczył duszy niestałością fundowaną jej  przez "znieprawiony" umysł. Może wówczas zdołam usłyszeć Twój głos

 

Hodie Christus natus est in corde tuo  i poznać smak prawdziwej nieskończoności.

 

"Nieskończoność, to nie to, co ponad byciem, ale właśnie  bycie w jego pełni( Kartezjusz).I właśnie taką kojącą, zbawczą pełnię gwarantuje człowiekowi Kościół Chrystusowy.

 

"Jeżeli chrześcijanin rozumie Kościół jako historyczną naoczność obecności Boga, który udziela samego siebie, to przeżywa Kościół jako miejsce miłości do Boga i do człowieka. Obie miłości traktowane serio, doświadczane są w ludzkim życiu jako coś  d a n e g o, jako coś, czego człowiek nie może wytworzyć sam z siebie"( K. Rahner, Podstawowy wykład wiary). Współczesny człowiek musi na nowo uczyć się podstaw swej wiary, by nie zamieniać świętego źródła umieszczonego ponad światem na zlewisko ścieków zmaterializowanej cywilizacji. Źródło to rozwija wyobraźnię wieczności, czyni zdolnym do zrozumienia, że to, co temporalne, nieuchronnie przechodzi w aeternitas, w wieczność. Otwiera metafizyczny horyzont. A ten "sekretnie poręcza sobą, że wszystko do zmian się nie redukuje. Gdyby było inaczej nikt zapewne do wyższych wartości by nie dążył...Horyzont metafizyczny domaga się, nie tylko, żeby do prawdy dążyć, ale by ją wykrywać (K. Tarnowski, Ku metafizyce nadziei). Wreszcie horyzont ten wyzwala z powierzchownej wiedzy o czymś, budzi pragnienie woli, by wiązać  się wyłącznie z prawdą. Znów można z całą odpowiedzialnością (której mocodawcą jest Bóg) twierdzić, że najskuteczniej wiąże z prawdą Chrystusowy Kościół. Podtrzymuje on jedność z Bogiem Prawdziwym.

 

"W dążeniu do tego ma do dyspozycji słowo i sakramenty, przede wszystkim EUCHARYSTIĘ!!!, dzięki której Kościół ustawicznie "żywi się  i wzrasta"( Lumen Gentium, s.26.) Eucharystia objawia się zatem jako zwieńczenie wszystkich sakramentów, dzięki którym osiągamy doskonałą komunię z Bogiem Ojcem (Ecclesia de Eucharystia, s.44). Czyż to nie paradoks, że tak często lepiej rozumieją to pogardzane dewotki niż "światli' mężowie tego świata. Ojciec Święty przypomina, że wobec Tajemnicy Miłości rozum doświadcza całej swej ograniczoności. "Eucharystia kieruje do ostatecznego celu, jest przedsmakiem pełni radości obiecanej przez Chrystusa( por. J 15, 11): w pewnym sensie otrzymujemy w niej zadatek przyszłej chwały...Święty Ignacy Antiocheński określał ją jako lekarstwo na nieśmiertelność, antidotum na śmierć (Ecclesia de..., s.23).

 

Stąd człowiek wierzący czuje się pośrodku bezsensu świata bezpieczny. Zdaje sobie sprawę, że licznik sensu nie odmierza liczby wchłanianych przez umysł utopii i błędnych mniemań, by z nich "wykoncypować" osobisty absolut. Sens przeobraża czas w  wieczność, przypominając, że w obrębie kilkudziesięciu lat doczesności rozgrywa się los wieczny.

 

A w tych zawodach rzeczywiście wszyscy mają równe szanse przed obliczem Pana...Bo jeżeli chodzi o wartości, wgląd nie zależy od wykształcenia, pozycji zawodowej itp., ale od prawości woli. Dlatego posłuchaj człowieku wezwania św. Pawła ( który jako Szaweł prześladował  wyznawców Chrystusa)-

 

Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo.

Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością?

Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością?

Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernymi?

Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami?

Bo my jesteśmy świątynią Boga- według tego, co mówi Bóg:

Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich

i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.

Przeto wyjdźcie spośród nich

i odłączcie się od nich, mówi Pan

i NIE TYKAJCIE TEGO, CO NIECZYSTE,

a ja was przyjmę i będę wam Ojcem,

a wy będziecie moimi synami i córkami,

mówi PAN WSZECHMOGĄCY  (2 Kor 6, 14-16)

 

Nie rozlewaj więc swej duszy jak wody na piasku. Jeśli w krąg jak pszczoły otoczą Cię ataki złośliwych wrogów duszy i będą Cię paliły jak ogień ciernie, zetrzyj je na proch w IMIĘ PAŃSKIE (por. Ps 118, 12).

 

Ojciec Jose Maria Rubio , kanonizowany w Madrycie 4 maja br., przez Jana Pawła II, całym swoim życiem głosił, że należy "czynić to, czego pragnie Bóg i kochać to, co czyni Bóg". Dla zdezorientowanego człowieka naszych czasów jest to najlepsza podpowiedź, kogo należy słuchać, komu zawierzyć swój los.

 

Jeżeli staniesz na barkach olbrzyma - Chrystusowego Kościoła, będziesz widzieć dalej i bardziej przenikliwie. Twój duchowy wzrok sięgnie bram niebios.

 

Chrystus jest skałą. "Podejmij wysiłek, abyś i Ty był skałą...Jeżeli będziesz skałą, będziesz w Kościele, ponieważ Kościół zbudowany jest na skale. Jeżeli będziesz w Kościele, bramy piekieł nigdy Cię nie zwyciężą" (św. Ambroży).

 

Ze strony www.katolik.alleluja.pl