navbar

038 - Piątek – V tydzień WP



Nauka 38 – Spowiedź – Sakrament czy psychoanaliza

Mówienie współczesnemu człowiekowi o grzechu, o winie, o nawróceniu jest co najmniej niesmaczne, a w niektórych przypadkach nawet niegrzeczne czy niebezpieczne, bo można być posądzonym od razu o sekciarstwo, lub nawet o fundamentalizm. Współczesny człowiek tak bardzo nie lubi tego tematu, że najchętniej słowa takie jak: grzech, wina, nawrócenie, pokuta, spowiedź wymazałby ze wszystkich słowników. Jest to tak daleko zakorzeniona awersja do rzeczywistości ludzkiego upadku i poczucia winy, że nawet w niektórych mszalikach dla wiernych (np. w wydaniach angielskich i francuskich) usunięto spowiedziowe „mea culpa” i mamy zamiast tego takie oto formuły spowiedzi powszechnej:

w mszałach angielskich:

I confess to almighty God,

and to you, my brothers and sisters,

that I have sinned through my own fault,

in my thoughts and in my words,

in what I have done,

and in what I have failed to do;

brak słów, które znajdują się w łacińskiej, wzorcowej wersji

mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa

and I ask blessed Mary, ever virgin,

all the angels and saints,

and you, my brothers and sisters,

to pray for me to the Lord, our God.

w tekstach francuskich:

Je confesse à Dieu tout-puissant,

Je reconnais devant mes frères,

Que j’ai péché en pensée, en paroles

Par action et par omission :

Gdzie słowa mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa zastąpiono przez mniej drażniące

Oui, j’ai vraiment péché

C’est pourquoi je supplie la Vierge Marie

Les anges et tous les saints,

Et vous aussi mes frères,

De prier pour moi le Seigneur notre Dieu

A dla przykładu w łacińskim tekście oryginalnym mamy :

Confiteor Deo omnipotenti et vobis, fratres,

quia peccavi nimis cogitatione, verbo, opere et omissione:

mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

Ideo precor beatam Mariam semper Virginem,

omnes Angelos et Sanctos,

et vos fratres, orare pro me ad Dominum Deum nostrum.

Z zaznaczeniem nawet, że wypowiadając podkreślone słowa wierny (percute tibi pectus ter, dicens:) trzykrotnie uderza się w pierś.

Ktoś może się z przekąsem uśmiechnąć pod nosem i powiedzieć: „ale się księżulo czepia”. Oczywiście można i tak. Ja sam osobiście nie rozdzieram szat z tego powodu i uznaję, że skoro mszały te (angielskie i francuskie) zostały zatwierdzone przed odpowiednie konferencje episkopatu, to należy ich używać. Jest to jednak dla mnie pewnego rodzaju symptom, znak tego, jak bardzo człowiek współczesny nie lubi, aby mu przypominano i uświadamiano rzeczywistość jego grzechu. Jest w tym zarazem i pycha, i słabość, i fałszywy humanizm, czy chora delikatność.

Pycha, bo człowiek, który nigdy nie ma sobie nic do wyrzucenia jest człowiekiem zakłamanym i żyjącym w iluzorycznym świecie własnej doskonałości. Ale jest w tym też i słabość, bo ktoś, kto ustawicznie twierdzi, że nie ma się z czego poprawiać, nigdy się nie zmieni i nie rozwinie, uważając że jest już tak doskonały, że nic nie musi ulepszać, zmieniać, naprawiać w swoim życiu. Co więcej, nawet z czysto psychologicznego punktu widzenia, człowiek, który spycha w podświadomość poczucie winy i grzechu –twierdząc, że go nie ma- żyje w ustawicznym konflikcie z własnym ja. Jest ot sytuacja podobna do człowieka chorego na raka, który twierdzi, że nic mu nie jest, że jest zdrowy. Takie zabiegi ani go nie leczą, ani nie pomagają zahamować rozwoju choroby.

Kardynał Godfried Danneels – prymas Belgii odpowiadając na pytanie o poczucie grzechu u współczesnego człowieka powiedział:

To jest uniwersalny problem kryzysu poczucia grzechu w Europie. Sens grzechu przestaje istnieć, bo człowiek uważa, że jest samowystarczalny i sam określa, co jest dobre, a co złe. I to jest to fundamentalny kryzys religijny.

Można by napisać nawet bardziej zdecydowanie, że jest to fundamentalny kryzys człowieczeństwa. Człowiek bowiem będąc istotą skończoną i ułomną (a tak niewielu chce się do tego przyznać) nie może decydować o dobru i złu, nie może ustanawiać nawet w najbardziej demokratycznym głosowaniu co jest dobre, a co złe. Próby ale i efekty tych prób możemy z przerażeniem obserwować we współczesnych postmodernistycznych społeczeństwach, gdzie zboczenia, perwersje i ewidentne zło są uznawane za dobro, a dobro staje się wstydliwe i musi się tłumaczyć.

W takiej sytuacji oczywistym jest, że mówienie o grzechu, o winie, o nawróceniu jest nie tylko niemodne, ale nawet naganne, a co najmniej ośmieszane i lekceważone. To nie są fanaberie i wymysły sklerotycznego klechy. Wystarczy bowiem zobaczyć kilka programów telewizyjnych, przejrzeć kilka portali internetowych, czy przeczytać kilka popularnych gazet, żeby zobaczyć, co tam jest chwalone, gloryfikowane, uznawane i dopuszczalne, a co jest poddawane w wątpliwość, ośmieszane, wyśmiewane i krytykowane. Z przerażeniem i zgrozą oglądałem kilka miesięcy temu we francuskiej telewizji program, w którym młody 25-cio letni człowiek szczycił się i był dumny z tego, co sam nazywał „służeniem ludzkości” (był producentem i aktorem filmów pornograficznych). W tym samym programie wyśmiano jednocześnie i wprost znieważono protestanckiego pastora, który ośmielił się przypomnieć szóste przykazanie. Wszyscy z aprobatą przytakiwali młodemu porno-idolowi i z niesmakiem krzywili się słuchając nieśmiałych uwag pastora.

Chrześcijanin, żyjący w takim środowisku i poddawany takiej presji rzeczywiście zaczyna wierzyć, że uznanie swoich grzechów i wad, przyznanie się (nawet przed samym sobą) do winy czy Spowiedź, to rzeczy co najmniej niemodne i wstydliwe, to wyraz słabości i średniowiecznej mentalności. Wymyśla się więc wszelkiego rodzaju usprawiedliwienia i enigmatyczne określenia czy eufemizmy, żeby tylko człowiekowi nastawionemu na szybki i spektakularny sukces nie dokuczać poczuciem winy i pojęciem grzechu. Odrzuca się Spowiedź, ale preferuje i zachwala psychoanalityczne seanse, które mają pomóc takiemu –mimo wszystko- czasami sfrustrowanemu człowiekowi.

Co więcej -w takiej atmosferze- sama Spowiedź staje się czymś wstydliwym i niepopularnym, a nawet wprost niepotrzebnym i nieludzkim. Mówi się więc o niepotrzebnym tworzeniu poczucia winy, o demonizowaniu ludzkich i naturalnych -w końcu- słabostek, o tolerancji i umiejętności akceptowania różnic, o konieczności uznania naturalnych (???) skłonności człowieka itp., itd. Tego rodzaju rozmydlanie i rozwadnianie służy zaś tylko jednemu – stworzyć w człowieku najbardziej instynktowne i najbardziej nieuświadomione potrzeby, po to tylko, aby na zaspokajaniu tychże można było robić dobre interesy. Bo to -zysk i biznes- są ostatecznie wykładnią i jedynym miernikiem skuteczności i racjonalności systemów społecznych. Przypomina mi to od razu wielkie magazyny sklepowe, gdzie na półkach na wysokości oczu ustawia się najgorszy i najmniej wartościowy towar, opatruje się go zachęcającymi reklamami i promocyjnymi chwytami tylko po to, żeby go jak najszybciej i z największym zyskiem sprzedać. Podobne działania widać w dziedzinie szeroko rozumianej kultury i formacji, czy raczej deformacji społecznej.

W zniechęcaniu ludzi do Spowiedzi stosuje się także i inne, bardziej wyrafinowane chwyty mówić np. o tym, że ostatecznie do kontaktu z Bogiem i do uzyskania przebaczenia nie ma potrzeby posługiwania się pośrednikami w rodzaju spowiednika. Cytowany już kard. Godfried Danneels na pytanie o sens i celowość sakramentalnej Spowiedzi odpowiedział:

To jest pytanie o to, czy Bóg działa bezpośrednio w sercach ludzi, indywidualnie, bez pośredników, czy mówi przez swój Kościół. To problem mediacji między Bogiem a ludźmi. Bóg nie zlatuje na spadochronie bezpośrednio do ludzkiego serca, ale przychodzi przez kapłanów. Spowiedź to spotkanie z miłością i miłosierdziem Boga za pośrednictwem Kościoła. I ani trochę mniej, ani trochę więcej.

I jak się wydaje, jeśli ktoś tego nie potrafi lub nie chce zrozumieć, ten na pewno będzie miał kłopot z uznaniem Spowiedzi Sakramentalnej. Bóg bowiem po to ustanowił Kościół – Społeczność Ludu Bożego, aby poprzez ten Kościół prowadzić ludzi do siebie. Jeśli ktoś odrzuca Kościół, neguje jego świętość i boskie pochodzenie, ten na pewno nie przyjmie i nie uzna dobroczynnej łaski Spowiedzi.

W okresie Wielkiego Postu mamy zazwyczaj okazję do zbliżenia się do konfesjonału i do wyznania swoich grzechów, do usłyszenia słów samego Boga: „Ego te absolvo a peccatis tuis” – ja cię rozgrzeszam (uwalniam) z grzechów twoich, bo tylko Bóg może rozgrzeszać. Warto jednak pamiętać, że podstawowym warunkiem tego wybaczenia, rozgrzeszenia jest uznanie swoich grzechów i nawrócenie. Jak bowiem pisze Papież Jan Paweł II w swojej książce „Przekroczyć próg nadziei”:

Pierwszym bowiem warunkiem nawrócenia jest dla człowieka uświadomienie sobie własnej słabości i grzeszności (…) a następnie uznanie tego przed Bogiem, który ze swej strony nie oczekuje niczego więcej jak właśnie tego rozpoznania ludzkiej grzeszności, aby człowieka zbawić. A człowiek ze swej strony nie uczy się inaczej, jak właśnie przez takie rozpoznanie i przyznanie się do swoich błędów”.

Kto jednak w pysze twierdzi ustawicznie, że nie ma się z czego spowiadać, ten tym samym nie ma z czego być rozgrzeszonym i rozgrzeszonym nie jest. Nawet Bóg nie może wybaczyć komuś, kto twierdzi, że Bóg nie ma nic do wybaczenia.

I co ciekawe, ludzie martwią się tymi, którzy mieliby być potępieni, mają kłopot z zaakceptowaniem nieodwracalności i wieczności piekła, ale jednocześnie odrzucają środki, które sam Bóg im daje na co dzień, aby się tam nie dostać. Nawet wśród wierzących istnieje pewien szczególny rodzaj faryzeizmu … żałują potępionych, buntują się przeciwko wieczności piekła, a jednocześnie nic nie robią, żeby się od tego ustrzec. Bóg na pewno nie chce śmierci grzesznika, ale aby ten się nawrócił i żył wiecznie (Ez 18,32). Nie odrzucajmy środków, które sam Bóg dał nam, abyśmy mogli żyć. A jednym z nich jest na pewno sakramentalna Spowiedź. Czy naprawdę uważasz, że jest ci ona do niczego nie potrzebna

o Spowiedzi zobacz także … - Spowiedź i co dalej?

oraz - Ciekawostki o Spowiedzi

Comments are closed.


Kalendarz
March 2017
S M T W T F S
« Mar    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031