<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!-- generator="wordpress/2.0.4" -->
<rss version="2.0" 
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>Rekolekcje</title>
	<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress</link>
	<description>co mnie w życiu naprawdę interesuje</description>
	<pubDate>Mon, 17 Mar 2008 04:57:01 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.0.4</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>koniec rekolekcji :-)</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=91</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=91#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Mar 2008 04:57:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=91</guid>
		<description><![CDATA[I na tym zakończyliśmy nasze tegoroczne czterdziestodniowe Rekolekcje Wielkopostne. Życzę głębokiego przeżycia Wielkiego Tygodnia i prawdziwej radości Wielkanocnego Poranka.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>I na tym zakończyliśmy nasze tegoroczne czterdziestodniowe Rekolekcje Wielkopostne. Życzę głębokiego przeżycia Wielkiego Tygodnia i prawdziwej radości Wielkanocnego Poranka.
</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=91</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>040 - Niedziela Palmowa</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=90</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=90#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 18:15:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=90</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 40 – Kościół rodzi się z Eucharystii
 
Kościół żyje dzięki Eucharystii [Ecclesia de Eucharistia vivit]. Ta prawda wyraża nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła. Na różne sposoby Kościół doświadcza z radością, że nieustannie urzeczywistnia się obietnica: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext">Nauka 40 – Kościół rodzi się z Eucharystii</span></strong></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: windowtext"> </span></p>
<p style="margin-left: 36pt; text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext">Kościół żyje dzięki Eucharystii</span></strong><span lang="PL" style="color: windowtext"> [<strong>Ecclesia de Eucharistia vivit</strong>]. Ta prawda wyraża nie tylko codzienne doświadczenie wiary, ale zawiera w sobie istotę tajemnicy Kościoła. Na różne sposoby Kościół doświadcza z radością, że nieustannie urzeczywistnia się obietnica: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt28, 20). Dzięki Najświętszej Eucharystii, w której następuje przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Pana, raduje się tą obecnością w sposób szczególny. Od dnia Zesłania Ducha Świętego, w którym Kościół, Lud Nowego Przymierza, rozpoczął swoje pielgrzymowanie ku ojczyźnie niebieskiej, Najświętszy Sakrament niejako wyznacza rytm jego dni, wypełniając je ufną nadzieją. (<strong>Ecclesia de Eucharistia</strong> - n.1)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: windowtext"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext">oryginalny dokument na stronie watykańskiej </span></strong><strong><span style="color: windowtext"><a target="_blank" href="http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/encyclicals/documents/hf_jp-ii_enc_20030417__pl.html"><span lang="PL" style="color: red">www.vatican.va</span></a></span></strong><span lang="PL" style="color: windowtext"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext"> </span></strong></p>
<p style="margin-left: 36pt; text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext">SAKRAMENT MIŁOŚCI</span></strong><span lang="PL" style="color: windowtext">, [<strong>Sacramentum Caritatis</strong>] Najświętsza Eucharystia jest darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka. W tym przedziwnym sakramencie objawia się miłość największa, ta, która przynagla, by „życie swoje oddać za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Istotnie, Jezus „do końca ich umiłował” (J 13, 1). Tymi słowami zapowiada Ewangelista Jego gest nieskończonej pokory: zanim umarł na krzyżu za nas, przepasawszy się ręcznikiem, umył uczniom nogi. Tak też, w sakramencie Eucharystii Jezus nadal miłuje nas „aż do końca”, aż po dar ze swego ciała i swojej krwi. Jakież zdziwienie musiało napełnić serca Apostołów wobec czynów i słów Pana podczas tej Wieczerzy! Jakiż zachwyt winna wzbudzić w naszym sercu tajemnica Eucharystii! (<strong>Sacramentum Caritatis</strong> - n.1)</span></p>
<p style="margin-left: 36pt; text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: windowtext"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: windowtext">oryginalny dokument na stronie watykańskiej </span></strong><strong><span style="color: windowtext"><a target="_blank" href="http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/apost_exhortations/documents/hf_ben-xvi_exh_20070222_sacramentum-caritatis_pl.html"><span lang="PL" style="color: red">www.vatican.va</span></a></span></strong><span lang="PL" style="color: windowtext"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: windowtext" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=90</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>039 - Sobota – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=89</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=89#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 18:04:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=89</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 39 – Eucharystia w naszym życiu
 
Na zakończenie tych Wielkopostnych Rekolekcji chcę poświęcić chwil kilka na rozważanie, a właściwe poddanie do rozważania kilku myśli o tym, co jest punktem centralnym naszej wiary. Jeśli na początku pytałem „Jak wierzyć dzisiaj?, to ostateczną i najgłębszą odpowiedź na to pytanie chciałbym podać właśnie dzisiaj. Nie ma bowiem wiary, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 39 – Eucharystia w naszym życiu</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Na zakończenie tych Wielkopostnych Rekolekcji chcę poświęcić chwil kilka na rozważanie, a właściwe poddanie do rozważania kilku myśli o tym, co jest punktem centralnym naszej wiary. Jeśli na początku pytałem „<strong>Jak wierzyć dzisiaj?</strong>, to ostateczną i najgłębszą odpowiedź na to pytanie chciałbym podać właśnie dzisiaj. Nie ma bowiem wiary, ani prawdziwej, ani żywej, ani jakiejkolwiek wiary bez życia Eucharystią. Szczególnie właśnie w naszym, bardzo zlaicyzowanym i odartym z sacrum świecie. Eucharystia zakłada wiarę, ale jednocześnie ją rodzi i umacnia. Można by nawet powiedzieć: „<strong>jeśli doświadczasz zaniku i osłabienia twojej wiary, to jest to znak, że zerwałeś z Eucharystią i trzeba do Niej jak najszybciej wrócić”.</strong></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">******************</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Męka, Śmierć Chrystusa i &#8230;. Eucharystia – Ostatnia Wieczerza &#8230;.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje za was wydane &#8230;</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Bierzcie i pijcie, to jest Krew Moja za was wylana &#8230;.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W tych słowach zawarta jest cała i ostateczna prawda o Eucharystii. Ustanowiona w sposób bezkrwawy w Wielki Czwartek ma swoje całkowite i faktyczne dopełnienie w Wielki Piątek. Ciało, Które Jezus daje swoim uczniom do spożywania w Wielki Czwartek zostaje faktycznie wydane na krzyżu w wielki Piątek. Krew dana do spożywania w czasie Wielkoczwartkowej Wieczerzy jest dosłownie przelana w czasie Wielkopiątkowej Męki. Eucharystia jest bowiem niczym mniej i niczym innym niż tyko ustawicznym uobecnianiem Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana naszego. I w tym kontekście co najmniej niezrozumiałym wydawać się coraz częstsze wśród katolików może lekceważenie, czy niechęć do uczestnictwa w Mszy Świętej. Kto w Eucharystii uczestniczyć nie chce, najwidoczniej nie chce mieć nic wspólnego ze zbawczymi wydarzeniami Wielkiego Piątku.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie można mówić o Eucharystii i rozważać tego Największego i Najświętszego Sakramentu bez ustawicznego odnoszenia się i uświadomienia sobie, że jest On najgłębiej złączony z Ofiarą Krzyża. Sam Papież tak bardzo mocno to podkreśla w swojej ostatniej Encyklice „Ecclesia de Eucharistia”, pisząc np.:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"">                  </span><span lang="PL">„<strong>Kościół rodzi się z tajemnicy paschalnej. Właśnie dlatego Eucharystia, która w najwyższym stopniu jest sakramentem tajemnicy paschalnej, <em>stanowi centrum życia eklezjalnego</em></strong>. (3)” i dalej:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"">                  </span><span lang="PL">„<strong>W Komunii otrzymujemy Tego, który ofiarował się za nas, otrzymujemy Jego <u>Ciało, które złożył za nas na Krzyżu, oraz Jego Krew, którą przelał «za wielu</u> (&#8230;) na odpuszczenie grzechów» (<em>Mt </em>26, 28)</strong>.” (16)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Jestem przekonany, że cała krytyka „nudnych Mszy”, jaka pojawia się u katolików, czy lekceważenie uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii wynika z tego podstawowego braku zrozumienia, czym naprawdę jest Eucharystia. Nie ma być Ona ani ciekawa, ani rozrywkowa, ani medialna, ani interesująca w znaczeniu ludzkim, bo to jest uobecnianie, uczestnictwo, partycypacja w Męce i Śmierci Chrystusa. Nie wolno więc z Niej robić ani teatru, ani przedstawienia, ani medialnego show, które powinno być interesujące. Nie wolno na siłę starać się o Jej uatrakcyjnienie, bo będzie to tylko karykatura tego, czym naprawdę jest Eucharystia.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dlatego też wszelkie próby sprowadzenia Mszy Świętej jedynie do „uczty” a nawet wspólnotowego „agape” są Jej wypaczeniem. Trzeba mieć stale przed oczyma fakt, że Eucharystia to jednocześnie dwie rzeczywistości, dwa wydarzenia: Ostatnia Wieczerza, spożywana z uczniami w Wielki Czwartek oraz Męka i Śmierć Chrystusa na krzyżu w Wielki Piątek. Kto tak zrozumie Eucharystię nie może już mieć pretensji, że jest Ona nudna, że uczestnictwo w niej pozostaje biernym i zewnętrznym tylko „odstaniem”, odsłuchaniem Mszy, bo księża ją zdominowali, bo ględzą, bo nic się tam nie dzieje i powtarza się stale te same słowa i te same gesty.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Papież Jan Paweł II tak o tym pisze:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"">                  </span><span lang="PL">„Czasami spotyka się bardzo ograniczone rozumienie tajemnicy Eucharystii. Ogołocona z jej wymiaru ofiarniczego, jest przeżywana w sposób nie wykraczający poza sens i znaczenie zwykłego braterskiego spotkania.” (10)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Jest bowiem Eucharystia na pewno braterskim spotkaniem, ale przede wszystkim jest spotkaniem u stóp krzyża. Jest przede wszystkim spotkaniem z Bogiem ofiarującym się na krzyżu dla zbawienia świata. I o tym nie wolno zapomnieć.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Papież pisze dalej, w swej Encyklice:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"">                  </span><span lang="PL">„<em>Nawet jeżeli logika «uczty» budzi rodzinny klimat, Kościół nigdy nie uległ pokusie zbanalizowania tej «zażyłości» ze swym Oblubieńcem i nie zapominał, iż to On jest także jego Panem, a <strong>«uczta» pozostaje zawsze ucztą ofiarną, naznaczoną krwią przelaną na Golgocie</strong>. Uczta eucharystyczna jest prawdziwie ucztą «świętą», w której prostota znaków kryje niezmierzoną głębię świętości Boga</em>” (48)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wobec tych wyjaśnień i przypomnień, jakich Papież udziela w swej Encyklice śmieszne wydają się narzekania i utyskiwania wiernych, którzy lekceważą sobie tę Tajemnicę i domagają się jej uwspółcześnienia czy uatrakcyjnienia. Czy bowiem będzie to uroczysta Msza Święta pontyfikalna na placu świętego Piotra w Rzymie, czy skromna i prosta Msza w ubogiej, buszowej kaplicy misyjnej, jest to stale i nieodmiennie ta sama Ofiara Chrystusa składającego się Bogu na przebłaganie za grzechy świata (Mt 26, 28).</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Oczywiście trzeba także pamiętać i o tym, że jak mówi francuski jezuita Henri de Lubac: „Kościół jest Ciałem Chrystusa i -jak stwierdza św. Augustyn- w Eucharystii otrzymujemy Ciało Chrystusa, aby stać się właśnie Jego ciałem”. To właśnie, nie co innego, ale Eucharystia czyni nas Kościołem, czyli Ciałem Chrystusa. To właśnie Eucharystia czyni nas Ludem Bożym. Z niej Kościół się narodził i rodzi się nieustannie. A Papież w już pierwszym zdaniu swej Encykliki-  powie: „<strong>Kościół z Eucharystii żyje</strong>”. A jeżeli Kościół, to i chrześcijanin, albo <strong>z Eucharystii żyje</strong>, albo &#8230; nie żyje w ogóle. Kto lekceważy sobie ten par excellence <strong>życiowy</strong> Sakrament, nie może twierdzić, ze jest uczniem Chrystusa, że jest wierzącym.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Można więc wrócić do początków naszych rekolekcyjnych rozważań i powiedzieć wprost: „O tyle mamy kłopoty z przyjęciem rzeczywistości Kościoła, o ile lekceważymy sobie Eucharystię”.  Ktoś, kto regularnie w Niej uczestniczy i –na tyle na ile jest to możliwe dla ludzkiego rozumu- stara się Ją zrozumieć, nie ma problemów z uznaniem i przyjęciem Kościoła.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Albo negatywnie: „Ktoś, kto lekceważy sobie Eucharystię i nie rozumie Jej, nigdy nie zrozumie i i nie przyjmie Kościoła.” Może więc dlatego, tak bardzo kwitnie w naszym społeczeństwie neopogaństwo, że ludzie po prostu zaniedbali, zarzucili, lub odrzucili Eucharystię. Ludzi tracą wiarę, bo Ona nie jest centrum i szczytem, Ona nie jest źródłem i zwieńczeniem ich wiary i ich życia. Odchodząc od Niej tracimy wszystko; tracimy wiarę, nadzieję i miłość, tracimy sens i cel życia, tracimy radość i spełnienie. Ktoś w wypowiedzi na forum napisał bardzo mądre słowa: „<em>niemożliwe jest żeby nawróciły człowieka najbardziej błyskotliwe sądy, jeśli ten w swej pysze zamknięty jest na sprawy Boże. SPOTYKAMY BOWIEM TYLKO TYCH, NA SPOTKANIE KTÓRYCH JESTEŚMY PZRYGOTOWANI. <strong>A czy ktoś, kto nie spotyka się z Bogiem Żywym w EUCHARYSTII, zna Go?</strong> Taki człowiek tworzy sobie obraz Boga według swoich bardzo ubogich schematów.</em>” I rzeczywiście ktoś, kto nie spotkał naprawdę Chrystusa w Eucharystii, nie zna Boga, nie zna Jego Kościoła, nie zna i nie ma pojęcia o wierze i Jego wiara jest martwa. A wtedy człowiek taki z konieczności będzie tworzył sobie zastępniki, bożki, idole, religię „własnej roboty”.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Odchodząc od Eucharystii tracimy wszystko. Wracając zaś do Eucharystii odzyskujemy wszystko. Wszystko wraca na swoje miejsce i wszystko nabiera innego, głębszego sensu i znaczenia. A co znaczy wrócić do Eucharystii? To najpierw i przede wszystkim wrócić do regularnego uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii. Bez tego nie ma mowy o życiu z wiary, o życiu wiarą, o jakimkolwiek pogłębianiu swojej wiary.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie mieli racji reformatorzy lansując hasło: „sola fides, sola Scriptura, sola gratia” (sama wiara, samo Pismo święte i sama łaska – mogą zbawić -czy też- wystarczą do zbawienia). Niestety, nie wystarczą. Bo Chrystus zostawił nam coś bardziej fundamentalnego, coś bardziej podstawowego, co pogłębia wiarę i ją żywi, coś, co pomaga rozumieć Pismo Święte, coś co jest kanałem łaski &#8230; Chrystus zostawił nam Eucharystię, czyli siebie samego w Tajemnicy swego Ciała i Krwi. I bez tego, ani wiara, ani Pismo, ani łaska nie są możliwe czy skuteczne.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wrócić do Eucharystii, to znaczy także odkryć sens i znaczenie adoracji Eucharystycznej, tego drugiego –obok Mszy Świętej elementu budującego naszą pobożność i wiarę. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Papież w Encyklice przypomina o tym wielokrotnie pisząc min. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"">                  </span><span lang="PL">„<strong><em>adoracja Najświętszego Sakramentu</em></strong><em> </em>znajduje swoją właściwą rolę w życiu codziennym i staje się niewyczerpanym źródłem świętości.” (10) i dalej: „Wielu świętych dało przykład tej praktyki, wielokrotnie chwalonej i zalecanej przez Magisterium. W sposób szczególny wyróżniał się w tym św. Alfons Maria Liguori, który pisał: «<em>Wśród różnych praktyk pobożnych adoracja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas</em>». Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą św. pozwala zaczerpnąć z samego źródła łaski.”  (25) Jakże bowiem ma znać Chrystusa ten, kto Go nie spotyka regularnie i regularnie z Nim nie rozmawia?</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Eucharystia jest nie tylko źródłem i szczytem życia Kościoła i wiernego, ale także jest źródłem i być powinna centrum życia świata. To w Niej znajdują się rozwiązania wszelkich ludzkich problemów i odpowiedzi na pytania nękające współcześnie ludzkość. I znowu przepiękne słowa papieża z Encykliki:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol; text-transform: uppercase">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"; text-transform: uppercase">                  </span><span lang="PL">„Jest wiele problemów, które zaciemniają horyzont naszych czasów. Wystarczy wspomnieć pilną potrzebę pracy na rzecz pokoju, troskę o budowanie w stosunkach międzynarodowych trwałych fundamentów sprawiedliwości i solidarności, obronę życia ludzkiego od poczęcia aż do jego naturalnego końca. A co powiedzieć o tysiącach sprzeczności «zglobalizowanego» świata, w którym najsłabszym, najmniejszym i najuboższym może się wydawać, że niewiele mają powodów do nadziei?<strong> W takim właśnie świecie powinna rozbłysnąć chrześcijańska nadzieja!&#8230;. Po to Pan chciał pozostać z nami w Eucharystii</strong>” (nr 20)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">A co powiedzieć o znaczeniu Eucharystii dla kapłańskiego życia? I znowu same cisną się słowa z Encykliki:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol; text-transform: uppercase">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"; text-transform: uppercase">                              </span><span lang="PL">„Jeżeli Eucharystia stanowi źródło i szczyt życia Kościoła, tak samo jest nim w odniesieniu do posługi kapłańskiej. Stąd też wyrażając wdzięczność Jezusowi Chrystusowi, naszemu Panu, raz jeszcze powtarzam, że Eucharystia <strong>jest główną i centralną racją bytu sakramentu Kapłaństwa, który definitywnie począł się w momencie ustanowienia Eucharystii i wraz z nią</strong>”. (31)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">I można by tak bez końca cytować ten przepiękny i głęboki dokument wskazując na coraz to inne elementy i coraz to głębsze znaczenie tego Niezgłębionego Sakramentu, Sakramentu Miłości Boga do człowieka, Sakramentu w Którym ustawicznie ponawia się Tajemnica Męki i Śmierci Syna Bożego. Ale może już na zakończenie i tej dzisiejszej nauki i całych rekolekcji jeszcze raz słowa Jana Pawła II – świadectwo Tego niezwykłego świadka naszych czasów.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL"> </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol; text-transform: uppercase">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"; text-transform: uppercase">                              </span><span lang="PL">„Pozwólcie, umiłowani Bracia i Siostry, że w świetle waszej wiary i ku jej umocnieniu przekażę Wam to moje świadectwo wiary w Najświętszą Eucharystię. <em>Ave, verum corpus natum de Maria Virgine, vere passum, immolatum, in cruce pro homine!</em>. <strong>Oto skarb Kościoła, serce świata, zadatek celu, do którego każdy człowiek, nawet nieświadomie, podąża</strong>. Wielka tajemnica, która z pewnością nas przerasta i wystawia na wielką próbę zdolność naszego rozumu do wychodzenia poza pozorną rzeczywistość.” (59)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" style="font-family: Symbol; text-transform: uppercase">¨</span><span lang="PL" style="font-size: 7pt; font-family: "Times New Roman"; text-transform: uppercase">                              </span><span lang="PL">„A jeżeli nawet wobec tej tajemnicy rozum doświadcza własnych ograniczeń, to serce oświecone łaską Ducha Świętego dobrze wie, jaką przyjąć postawę, zatapiając się w adoracji i w miłości bez granic.” (62)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wróćmy do Eucharystii, a tak wiele spraw się uprości i uporządkuje w naszym skomplikowanym życiu. Wróćmy do Eucharystii nie rozumem, ale sercem, aby odnaleźć utracony sens i cel naszego ludzkiego życia.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=89</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>038 - Piątek – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=88</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=88#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 05:03:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=88</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 38 – Spowiedź – Sakrament czy psychoanaliza
 
Mówienie współczesnemu człowiekowi o grzechu, o winie, o nawróceniu jest co najmniej niesmaczne, a w niektórych przypadkach nawet niegrzeczne czy niebezpieczne, bo można być posądzonym od razu o sekciarstwo, lub nawet o fundamentalizm. Współczesny człowiek tak bardzo nie lubi tego tematu, że najchętniej słowa takie jak: grzech, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="left" style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 38 – Spowiedź – Sakrament czy psychoanaliza</span></strong><span lang="PL" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Mówienie współczesnemu człowiekowi o grzechu, o winie, o nawróceniu jest co najmniej niesmaczne, a w niektórych przypadkach nawet niegrzeczne czy niebezpieczne, bo można być posądzonym od razu o sekciarstwo, lub nawet o fundamentalizm. Współczesny człowiek tak bardzo nie lubi tego tematu, że najchętniej słowa takie jak: <strong><em>grzech</em></strong>, <strong><em>wina</em></strong>, <strong><em>nawrócenie</em></strong>, <strong><em>pokuta</em></strong>, <strong><em>spowiedź</em></strong> wymazałby ze wszystkich słowników. Jest to tak daleko zakorzeniona awersja do rzeczywistości ludzkiego upadku i poczucia winy, że nawet w niektórych mszalikach dla wiernych (np. w wydaniach angielskich i francuskich) usunięto spowiedziowe „mea culpa” i mamy zamiast tego takie oto formuły spowiedzi powszechnej:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong>w mszałach angielskich:</strong></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">I confess to almighty God,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">and to you, my brothers and sisters,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">that I have sinned through my own fault,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">in my thoughts and in my words,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">in what I have done,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">and in what I have failed to do;</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">brak słów, które znajdują się w łacińskiej, wzorcowej wersji</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="ES">mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa</span></strong><span lang="ES" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="ES"> </span></strong><span lang="ES" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">and I ask blessed Mary, ever virgin,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">all the angels and saints,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">and you, my brothers and sisters,</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">to pray for me to the Lord, our God.</p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal">
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="FR-BE">w tekstach francuskich:</span></strong><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE"> </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Je confesse à Dieu tout-puissant, </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Je reconnais devant mes frères, </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Que j&#8217;ai péché en pensée, en paroles</span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Par action et par omission :</span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE"> </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Gdzie słowa <strong>mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa</strong> zastąpiono przez mniej drażniące</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="FR-BE">Oui, j&#8217;ai vraiment péché</span></strong><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE"> </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">C&#8217;est pourquoi je supplie la Vierge Marie </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Les anges et tous les saints,</span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Et vous aussi mes frères,</span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">De prier pour moi le Seigneur notre Dieu</span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE"> </span><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">A dla przykładu w łacińskim tekście oryginalnym mamy :</span></strong><span lang="PL" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="FR-BE">Confiteor Deo omnipotenti et vobis, fratres, </span><span /><span lang="FR" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="ES">quia peccavi nimis cogitatione, verbo, opere et omissione: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="ES">mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. </span></strong><span lang="ES" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="ES">Ideo precor beatam Mariam semper Virginem, </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="ES">omnes Angelos et Sanctos, </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">et vos fratres, orare pro me ad Dominum Deum nostrum.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Z zaznaczeniem nawet, że wypowiadając podkreślone słowa wierny (<em>percute tibi pectus ter, dicens</em>:) trzykrotnie uderza się w pierś.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Ktoś może się z przekąsem uśmiechnąć pod nosem i powiedzieć: „ale się księżulo czepia”. Oczywiście można i tak. Ja sam osobiście nie rozdzieram szat z tego powodu i uznaję, że skoro mszały te (angielskie i francuskie) zostały zatwierdzone przed odpowiednie konferencje episkopatu, to należy ich używać. Jest to jednak dla mnie pewnego rodzaju symptom, znak tego, jak bardzo człowiek współczesny nie lubi, aby mu przypominano i uświadamiano rzeczywistość jego grzechu. Jest w tym zarazem i pycha, i słabość, i fałszywy humanizm, czy chora delikatność.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pycha, bo człowiek, który nigdy nie ma sobie nic do wyrzucenia jest człowiekiem zakłamanym i żyjącym w iluzorycznym świecie własnej doskonałości. Ale jest w tym też i słabość, bo  ktoś, kto ustawicznie twierdzi, że nie ma się z czego poprawiać, nigdy się nie zmieni i nie rozwinie, uważając że jest już tak doskonały, że nic nie musi ulepszać, zmieniać, naprawiać w swoim życiu. Co więcej, nawet z czysto psychologicznego punktu widzenia, człowiek, który spycha w podświadomość poczucie winy i grzechu –twierdząc, że go nie ma- żyje w ustawicznym konflikcie z własnym ja. Jest ot sytuacja podobna do człowieka chorego na raka, który twierdzi, że nic mu nie jest, że jest zdrowy. Takie zabiegi ani go nie leczą, ani nie pomagają zahamować rozwoju choroby.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kardynał Godfried Danneels – prymas Belgii odpowiadając na pytanie o poczucie grzechu u współczesnego człowieka powiedział:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><em><span lang="PL">To jest uniwersalny problem kryzysu poczucia grzechu w Europie. Sens grzechu przestaje istnieć, bo człowiek uważa, że jest samowystarczalny i sam określa, co jest dobre, a co złe. I to jest to fundamentalny kryzys religijny</span></em></strong><span lang="PL">.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Można by napisać nawet bardziej zdecydowanie, że jest to fundamentalny kryzys człowieczeństwa. Człowiek bowiem będąc istotą skończoną i ułomną (a tak niewielu chce się do tego przyznać) nie może decydować o dobru i złu, nie może ustanawiać nawet w najbardziej demokratycznym głosowaniu co jest dobre, a co złe. Próby ale i efekty tych prób możemy z przerażeniem obserwować we współczesnych postmodernistycznych społeczeństwach, gdzie zboczenia, perwersje i ewidentne zło są uznawane za dobro, a dobro staje się wstydliwe i musi się tłumaczyć.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W takiej sytuacji oczywistym jest, że mówienie o grzechu, o winie, o nawróceniu jest nie tylko niemodne, ale nawet naganne, a co najmniej ośmieszane i lekceważone. To nie są fanaberie i wymysły sklerotycznego klechy. Wystarczy bowiem zobaczyć kilka programów telewizyjnych, przejrzeć kilka portali internetowych, czy przeczytać kilka popularnych gazet, żeby zobaczyć, co tam jest chwalone, gloryfikowane, uznawane i dopuszczalne, a co jest poddawane w wątpliwość, ośmieszane, wyśmiewane i krytykowane. Z przerażeniem i zgrozą oglądałem kilka miesięcy temu we francuskiej telewizji program, w którym młody 25-cio letni człowiek szczycił się i był dumny z tego, co sam nazywał „służeniem ludzkości” (był producentem i aktorem filmów pornograficznych). W tym samym programie wyśmiano jednocześnie i wprost znieważono protestanckiego pastora, który ośmielił się przypomnieć szóste przykazanie. Wszyscy z aprobatą przytakiwali młodemu porno-idolowi i z niesmakiem krzywili się słuchając nieśmiałych uwag pastora.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Chrześcijanin, żyjący w takim środowisku i poddawany takiej presji rzeczywiście zaczyna wierzyć, że uznanie swoich grzechów i wad, przyznanie się (nawet przed samym sobą) do winy czy Spowiedź, to rzeczy co najmniej niemodne i wstydliwe, to wyraz słabości i średniowiecznej mentalności. Wymyśla się więc wszelkiego rodzaju usprawiedliwienia i enigmatyczne  określenia czy eufemizmy, żeby tylko człowiekowi nastawionemu na szybki i spektakularny sukces nie dokuczać poczuciem winy i pojęciem grzechu. Odrzuca się Spowiedź, ale preferuje i zachwala psychoanalityczne seanse, które mają pomóc takiemu –mimo wszystko- czasami sfrustrowanemu człowiekowi.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Co więcej -w takiej atmosferze- sama Spowiedź staje się czymś wstydliwym i niepopularnym, a nawet wprost niepotrzebnym i nieludzkim. Mówi się więc o niepotrzebnym tworzeniu poczucia winy, o demonizowaniu ludzkich i naturalnych -w końcu- słabostek, o tolerancji i umiejętności akceptowania różnic, o konieczności uznania naturalnych (???) skłonności człowieka itp., itd. Tego rodzaju rozmydlanie i rozwadnianie służy zaś tylko jednemu – stworzyć w człowieku najbardziej instynktowne i najbardziej nieuświadomione potrzeby, po to tylko, aby na zaspokajaniu tychże można było robić dobre interesy. Bo to -zysk i biznes- są ostatecznie wykładnią i jedynym miernikiem skuteczności i racjonalności systemów społecznych. Przypomina mi to od razu wielkie magazyny sklepowe, gdzie na półkach na wysokości oczu ustawia się najgorszy i najmniej wartościowy towar, opatruje się go zachęcającymi reklamami i promocyjnymi chwytami tylko po to, żeby go jak najszybciej i z największym zyskiem sprzedać. Podobne działania widać w dziedzinie szeroko rozumianej kultury i formacji, czy raczej deformacji społecznej.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W zniechęcaniu ludzi do Spowiedzi stosuje się także i inne, bardziej wyrafinowane chwyty mówić np. o tym, że ostatecznie do kontaktu z Bogiem i do uzyskania przebaczenia nie ma potrzeby posługiwania się pośrednikami w rodzaju spowiednika. Cytowany już kard. Godfried Danneels na pytanie o sens i celowość sakramentalnej Spowiedzi odpowiedział:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><em><span lang="PL">To jest pytanie o to, czy Bóg działa bezpośrednio w sercach ludzi, indywidualnie, bez pośredników, czy mówi przez swój Kościół. To problem mediacji między Bogiem a ludźmi. Bóg nie zlatuje na spadochronie bezpośrednio do ludzkiego serca, ale przychodzi przez kapłanów. Spowiedź to spotkanie z miłością i miłosierdziem Boga za pośrednictwem Kościoła. I ani trochę mniej, ani trochę więcej.</span></em></strong><span lang="PL" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">I jak się wydaje, jeśli ktoś tego nie potrafi lub nie chce zrozumieć, ten na pewno będzie miał kłopot z uznaniem Spowiedzi Sakramentalnej. Bóg bowiem po to ustanowił Kościół – Społeczność Ludu Bożego, aby poprzez ten Kościół prowadzić ludzi do siebie. Jeśli ktoś odrzuca Kościół, neguje jego świętość i boskie pochodzenie, ten na pewno nie przyjmie i nie uzna dobroczynnej łaski Spowiedzi.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W okresie Wielkiego Postu mamy zazwyczaj okazję do zbliżenia się do konfesjonału i do wyznania swoich grzechów, do usłyszenia słów samego Boga: „Ego te absolvo a peccatis tuis” – ja cię rozgrzeszam (uwalniam) z grzechów twoich, bo tylko Bóg może rozgrzeszać. Warto jednak pamiętać, że podstawowym warunkiem tego wybaczenia, rozgrzeszenia jest uznanie swoich grzechów i nawrócenie. Jak bowiem pisze Papież Jan Paweł II w swojej książce „Przekroczyć próg nadziei”: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„<strong><em>Pierwszym bowiem warunkiem nawrócenia jest dla człowieka uświadomienie sobie własnej słabości i grzeszności (&#8230;) a następnie uznanie tego przed Bogiem, który ze swej strony nie oczekuje niczego więcej jak właśnie tego rozpoznania ludzkiej grzeszności, aby człowieka zbawić. A człowiek ze swej strony nie uczy się inaczej, jak właśnie przez takie rozpoznanie i przyznanie się do swoich błędów</em></strong>”.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kto jednak w pysze twierdzi ustawicznie, że nie ma się z czego spowiadać, ten tym samym nie ma z czego być rozgrzeszonym i rozgrzeszonym nie jest. Nawet Bóg nie może wybaczyć komuś, kto twierdzi, że Bóg nie ma nic do wybaczenia.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">I co ciekawe, ludzie martwią się tymi, którzy mieliby być potępieni, mają kłopot z zaakceptowaniem nieodwracalności i wieczności piekła, ale jednocześnie odrzucają środki, które sam Bóg im daje na co dzień, aby się tam nie dostać. Nawet wśród wierzących istnieje pewien szczególny rodzaj faryzeizmu &#8230; żałują potępionych, buntują się przeciwko wieczności piekła, a jednocześnie nic nie robią, żeby się od tego ustrzec. Bóg na pewno nie chce śmierci grzesznika, ale aby ten się nawrócił i żył wiecznie (Ez 18,32). Nie odrzucajmy środków, które sam Bóg dał nam, abyśmy mogli żyć. A jednym z nich jest na pewno sakramentalna Spowiedź. Czy naprawdę uważasz, że jest ci ona do niczego nie potrzebna?</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL" /></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">o Spowiedzi zobacz także &#8230; - <strong><span style="font-family: Arial"><a href="http://www.habari.pl/SPOWIEDZ.html"><span style="color: black">Spowiedź i co dalej?</span></a></span></strong></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">oraz - <strong><a href="http://www.habari.pl/czy%20wiecie.html"><span style="color: black">Ciekawostki o Spowiedzi</span></a></strong></span></p>
<p><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"><strong><a href="http://www.habari.org/czy%20wiecie.html"><span style="color: black" /></a></strong></span><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"><strong><a href="http://www.habari.orgl/czy%20wiecie.html"><span style="color: black" /></a></strong></span>
</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=88</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>037 - Czwartek – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=86</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=86#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 03:44:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 37 – Przekroczyć stereotypy
 
O swojej pracy katechetki w szkole opowiada Sylwia. Jest tu kilka bardzo ciekawych myśli i spostrzeżeń, którymi chciałem się dzisiaj podzielić. A wszystko to ustawicznie w ramach pierwszego, podstawowego pytania: „Jak wierzyć dzisiaj? Jak tą wiarą dzielić się z innymi?
 
**************
 
Odkąd pamiętam byłam bardzo pobożna - mówi Sylwia. Należałam do Ruchu Światło-Życie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 37 – Przekroczyć stereotypy</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">O swojej pracy katechetki w szkole opowiada Sylwia. Jest tu kilka bardzo ciekawych myśli i spostrzeżeń, którymi chciałem się dzisiaj podzielić. A wszystko to ustawicznie w ramach pierwszego, podstawowego pytania: „Jak wierzyć dzisiaj? Jak tą wiarą dzielić się z innymi?</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">**************</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Odkąd pamiętam byłam bardzo pobożna - mówi Sylwia. Należałam do Ruchu Światło-Życie, a gdy byłam w trzeciej klasie liceum proboszcz mojej parafii zorganizował za pośrednictwem kurii diecezjalnej studium katechetyczne. Zaczęłam uczestniczyć w tym kursie, a gdy go skończyłam, zdałam maturę i postanowiłam pójść na studia. To bardzo nie podobało się mojemu księdzu, ponieważ myślał, że będzie miał katechetkę, a ja mu uciekłam na polonistykę do Krakowa </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Studia</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Na czwartym roku studiów Sylwia przypomniała sobie o swoim dyplomie katechetycznym i postanowiła poszukać pracy. Instytut polonistyczny znajduje się nie opodal kurii i któregoś dnia w drodze na zajęcia wstąpiła tam i zostawiła swoją ofertę pracy na pół etatu. I tak się zaczęło. Po dwóch tygodniach zadzwonili z kurii z propozycją pracy w szkole podstawowej. Byłam dumna - wspomina - bo ja, studentka studiów dziennych, mogłam podjąć pracę, a tym samym odciążyć trochę moich rodziców.</span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Katecheza w podstawówce</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W szkole podstawowej przepracowała półtora roku. Nadszedł czerwiec i wiele spraw w jej życiu stanęło pod znakiem zapytania. Kończyła studia i przyszło postawić sobie pytanie o własną przyszłość. Po roku prowadzenia katechezy w podstawówce doszła do wniosku, że praca ta nie daje jej satysfakcji, że chce czegoś więcej, że nie bardzo nadaje się do pracy z małymi dziećmi.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Zaczęły się wakacje</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W sierpniu zajrzała do kurii, aby dowiedzieć się czegoś o możliwości dalszej pracy w szkole. Była wewnętrznie rozbita i miała poczucie, że nic sobą nie prezentuje. W kurii spotkała księdza, który zaczął z nią rozmawiać. Nagle ni stąd ni zowąd usłyszała pytanie: - Chciałabyś pracować w liceum? Jasne! - odpowiedziała. Miałam kilka takich sytuacji w swoim życiu - wspomina Sylwia - że czegoś bardzo pragnęłam i to się spełniało. Praca w liceum była moim wielkim pragnieniem, myślałam sobie, że jeśli miałabym uczyć religii, to najlepiej ludzi, którzy mają określone problemy, stawiają konkretne pytania, ludzi, którzy czegoś szukają&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">W liceum </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Poszła do księdza proboszcza, który przyjął ją bardzo nieufnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że ksiądz mi nie ufa - powiedziała. Jeżeli więc coś będzie nie tak, proszę mi o tym powiedzieć. Po kilku przeprowadzonych przez Sylwię lekcjach na katechezy zaczęły przychodzić osoby, które początkowo deklarowały, że nie będą chodzić na religię.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W listopadzie przyszła do niej dziewczyna i mówi: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Jestem ochrzczona, ale nie uważam się za chrześcijankę, raczej za osobę poszukującą. Czy mogłabym chodzić na pani lekcje?&#8230;&#8221; </span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Takich przypadków było kilka i były one dla Sylwii znakiem, że jest tym ludziom potrzebna. Zdarzały jej się także ciekawe rozmowy z niektórymi osobami z grona pedagogicznego. Nie przeszkadzało mi to - mówi Sylwia - że niektóre osoby mają negatywny stosunek do Kościoła. To, że ktoś określa się mianem osoby niewierzącej i nie chodzi do kościoła, nie zawsze jest wyrazem jego złej woli. Często przyczyna leży gdzieś głębiej.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Mogłam zostać dewotką </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kiedy rozpoczynała katechezy w liceum, zastanawiała się, co było dla niej najważniejsze, czego najbardziej potrzebowała, gdy miała tyle lat, co jej uczniowie? Już wtedy byłam osobą bardzo zaangażowaną religijnie, ale było to dość powierzchowne - wspomina. Gdybym dalej trwała w tej swojej ciepłej pobożności nie wchodząc głębiej w Słowo Boże, byłabym dziś pewnie niezłą dewotką. Byłam chrześcijanką, chodziłam na pielgrzymki, grałam na gitarze, miałam określone środowisko, ale nie umiałam odpowiedzieć na pytanie, o co tak naprawdę chodzi w chrześcijaństwie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W pewnym momencie mojego życia przeżyłam coś, co się nazywa drugim nawróceniem. Zaczęłam odkrywać, że jestem człowiekiem, który ciągle musi się nawracać, że nie wystarczy trwać w tradycjonalizmie, w bezpiecznych rytuałach, ale trzeba naprawdę szukać Boga, wsłuchiwać się w Jego Słowo, w każdej chwili życia szukać Jego woli&#8230; Gdy miała 16, 17 lat, przeżywała wiele skrupułów, bo miała gdzieś w sobie zakodowany głęboki lęk przed Bogiem. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pamiętam siebie z tego okresu - wspomina - ponieważ wtedy pisałam pamiętnik. Nie miałam obok siebie osoby, która by mi wytłumaczyła, skąd się biorą moje problemy i jak je rozwiązywać. Dopiero uczestnicząc w spotkaniach będących pewną formą rekolekcji ignacjańskich, zaczęłam odkrywać, na czym polega głębsze doświadczenie Boga i co jest źródłem moich wszystkich trudności. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">W klasie </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Gdy przychodzi do klasy wie, że staje przed ludźmi, którzy mają podobne problemy jak ona, gdy była w ich wieku. Wie, że każdy z nich przeżywa własne trudności i po swojemu na nie reaguje. Jeden się buntuje, maluje włosy na różowo, pali papierosy, ktoś inny próbuje sprowokować nauczyciela&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Miałam uczennicę - wspomina - która przez cały miesiąc podczas lekcji trzymała nogi na ławce. Mogłam ją oczywiście od razu upomnieć, zagrozić uwagą do dziennika, ale nie zrobiłam tego. Przychodząc do tej szkoły miałam bowiem świadomość, że jestem posłana do tych ludzi i że moja uczennica przez swój gest chce mi coś przekazać. Ona nie potrafi do mnie przyjść i powiedzieć: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Słuchaj, jest źle, nie rozumiem świata, nie rozumiem swojej mamy, nie rozumiem swoich kolegów, nie rozumiem siebie!&#8230;&#8221; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Ona przychodzi i myśli: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Ja tej babie położę nogi na ławce. Ciekawe co ona mi zrobi?&#8221; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nic nie zrobiłam. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dopiero po miesiącu powiedziałam do niej: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Proszę cię, zdejmij te nogi z ławki, bo mi to naprawdę przeszkadza&#8221;. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Ale te słowa były już zupełnie inaczej przyjęte, bo ona zdążyła mnie poznać i wiedziała, że nie jest to z mojej strony jakaś próba dominacji, ale zwrócenie uwagi, że po prostu boli mnie jej zachowanie. Od tej pory już nigdy w mojej obecności nie położyła nóg na ławce. </span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Oni właśnie tacy są</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Mówią do mnie przez swój sposób bycia, czasami chamski, bezczelny, mówią też poprzez swoje znudzenie. Trzeba zmienić język religijny. Wiele czasopism młodzieżowych podaje informacje w taki sposób, by zniewolić człowieka - mówi Sylwia. Podają to w bardzo atrakcyjnym opakowaniu. Posługują się chwytliwymi hasłami, takimi jak: miłość, wolność, autentyczność, szczerość, luz. &#8220;Porządni katolicy&#8221; widząc te hasła - grzmią. Mówią, że to jest złe, że tak się nie powinno mamić ludzi, itd. Wtedy ci młodzi ludzie jeszcze bardziej się zacietrzewiają, bo czują, że ktoś chce im odebrać ich wolność. Myślę, że trzeba zmienić język religijny.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kiedyś mówił o tym o. Kłoczowski OP. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Zrozumiałam, że my musimy do nich mówić takim językiem, jakim mówi do nich świat. To ja im też mówię: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Musimy być na luzie, musimy być wolni!&#8221;, ale pod tymi pojęciami rozumiem inny luz i inną wolność. Jestem wolna, bo doświadczam Bożego działania i Bóg mnie uwalnia. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Sama muszę być dla nich świadectwem</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Media ukazują, że głównym czynnikiem manipulacji jest Kościół, starodawna, klerykalna, skostniała instytucja, która wszystkiego zabrania. Młodzi chłoną te opinie nie zdając sobie sprawy, że są w zupełnie innej niewoli, w niewoli obiegowych opinii, podawanych przez gazety, radio, telewizję&#8230; Ja nie mogę przyjść do nich i powiedzieć wprost: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;Żyjecie w kłamstwie! Kościół wcale nie odbiera nikomu wolności, wręcz przeciwnie&#8221; - mówi Sylwia.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wtedy oni od razu zaczęliby się bronić używając tych wszystkich gazetowych argumentów. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dlatego na początku mojej pracy mówiłam przede wszystkim o Bogu i oni powoli zaczęli dochodzić do tego, że coś w ich dotychczasowym myśleniu było nie tak. W człowieku są określone prawdy, świat operuje pewnymi pojęciami i dziś toczy się walka o człowieka i jego wnętrze. I jeżeli pokaże się chrześcijaństwo takie, jakie ono jest, a nie jego zafałszowany obraz, ma się szansę dotarcia do tych ludzi. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Często bowiem skostniały język religijny sprawia, że młody człowiek ucieka, ponieważ ciągle słyszy tylko o wymaganiach, o powinności itp., a nie ukazuje mu się, jak bardzo chrześcijaństwo może być atrakcyjne. </span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Dlaczego muszę chodzić do kościoła? </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Dlaczego ja muszę chodzić w niedzielę do kościoła? - pyta Sylwię młody licealista. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Sylwia odpowiada: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Wcale nie musisz!”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Jak to nie muszę? Jest przecież takie przykazanie! - dziwi się uczeń. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">A co jest najważniejsze w chrześcijaństwie? - pyta Sylwia. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Najważniejsze w chrześcijaństwie jest doświadczenie spotkania z Bogiem, odkrycie tego, że Bóg mnie kocha - recytuje uczeń. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- No właśnie! - mówi katechetka. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Odkryłeś już tę rzeczywistość? </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Jeszcze nie. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- To życzę ci powodzenia! </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Szukajmy dalej, będziemy to odkrywać. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- A dlaczego nie lubisz chodzić na Mszę? </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Bo czasami są takie nudne kazania. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- A czy ty zawsze mówisz pięknie i mądrze? </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Nie zawsze. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">- Jeżeli doświadczysz spotkania z Bogiem, to następnym etapem będzie dojrzałe uczestnictwo we Mszy świętej. Wtedy nie będziesz chodził do kościoła tylko dlatego, że ci ktoś każe, ale dlatego, że chcesz. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Ryzyko </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wiem, że tym co im mówię wiele ryzykuję - mówi Sylwia - ale albo będziemy mieli porządnych chrześcijan, którzy wiedzą o co w tym wszystkim chodzi, albo będziemy mieli niewolników, którzy ze strachu, z konformizmu zachowują tylko zewnętrzną poprawność. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pierwszą jej lekcją była analiza przypowieści o synu marnotrawnym. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pokazała uczniom, że obaj synowie są grzesznikami i obu Bóg tak samo kocha.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dla nich było to szokiem, bo w pierwszej chwili byli przekonani, że jeden z synów jest dobry, a drugi zły. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Ukazała im, że każdy człowiek jest grzeszny, że jest słaby, że może popełnić największy grzech, że bez Bożej pomocy nie potrafi kochać bliźniego. Chodziło jej o to, żeby zrozumieli, że są słabi, że mało mogą. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Drugą prawdą, którą im pokazała, była prawda o Bogu, który ich kocha właśnie takich chorych, zranionych, zagubionych, czasem wulgarnych, bezczelnych&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pokazywała im takiego Boga, a oni denerwowali się, kłócili i wychodziły takie paradoksy, że z jednej strony atakowali Kościół, a z drugiej bronili ogólnie przyjętego nurtu religijności tradycyjnej. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Oni się boją&#8230; </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Oni bardzo się boją coś stracić - mówi Sylwia. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Boją się stracić przyjaźń, miłość, chłopaka, dziewczynę. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Oni wszystko chcą mieć, a ja im udowadniam, że dla Boga warto coś stracić. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dała im zadanie domowe, aby wypisali sobie to, co najbardziej kochają, a potem po kolei to skreślali uświadamiając sobie, jakie to rodzi w nich uczucia, gdy np. tracą swoją ulubioną piłkę&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Po tej pracy domowej przyszła do niej dziewczyna i mówi: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pani profesor, ja nie mogłam tego skreślić! </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Trzymałam długopis w powietrzu i nie mogłam go przyłożyć do kartki&#8230; </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Świetnie - odpowiedziała - wychodzi prawda o tobie. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Potem trzymała ich trochę w niepewności, zanim pokazała, że jeśli człowiek pozwoli się wypełnić Bogu, to On oddaje mu ponownie to co utracił, tylko że wtedy jest już wolny i potrafi z tego właściwie korzystać. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wówczas mogli uświadomić sobie, czym jest prawdziwa wolność. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Przekroczyć stereotypy </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Ja im niczego nie narzucam - mówi Sylwia. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Oni sami dochodzą do tych wniosków. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Najpierw analizujemy postawę Samarytanki względem Jezusa, a potem pytamy o naszą sytuację. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wtedy uświadamiają sobie, że też pragną miłości i dochodzą do odkrycia, że chrześcijaństwo jest spotkaniem dwóch pragnień, pragnienia człowieka i pragnienia Boga. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Przekazuję im coś, co sama przeżywam - mówi Sylwia. Ponieważ ja sama nad tym myślę, ja nad tym medytuję. I mam świadomość, że gdybym nie żyła Słowem Bożym, niewiele mogłabym im przekazać. </span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Odkłamać obraz Boga </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dzień rozpoczyna od modlitwy. Odmawia dziesiątek różańca, bo ta modlitwa, jak twierdzi, doskonale wprowadza w kontemplację. Potem medytuje nad Słowem Bożym i próbuje zaplanować dzień, który ją czeka. Często właśnie z tych przemyśleń rodzą się jej katechezy. Na początku przyjęła pewien program: odkłamać obraz Boga. To nie jest tak – mówi - że idę na żywioł.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Moje katechezy układają się w logiczną całość.  Czasem pewne pomysły podsuwają mi sami uczniowie. Wychodzi na lekcji jakiś problem i zaczynamy go rozwiązywać. Czasami jest też tak, że słucham jakiejś piosenki czy też czytam wiersz i myślę, że to jest świetny tekst i mogę go wykorzystać w katechezie. Tak było z wierszami ks. Szymika czy z książką &#8220;Zraniony Pasterz&#8221; Daniela Ange&#8217;a. Coś mnie poruszyło, zobaczyłam, że jest to przydatne w katechezie i zaczynałam z tego korzystać.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nie wszystko było trafione. </span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Po roku pracy widzę, że z pierwszą klasą nie mogę sobie pozwolić na taką formę &#8220;spotkań z Bogiem&#8221;. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Zrozumiałam, że oni bardziej potrzebują zwykłej lekcji religii z wymaganiami i większym trzymaniem się programu nauczania. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W drugiej klasie chciałabym analizować książkę: &#8220;Tischner czyta katechizm&#8221;. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Teraz widzę, że dopiero ludzie będący w trzeciej i czwartej klasie mogą w pełni odpowiedzieć na propozycję medytacji nad Słowem Bożym. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">**************</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Każdy z nas jest na swój sposób przekazicielem wiary. Ale żeby ja przekazywać, trzeba samemu głęboko i autentycznie ją przeżywać i znać, a przede wszystkim znać i żyć Słowem Bożym. Bez tej rzeczywistości , bez ciągłego radykalnego odniesienia do Słowa Bożego nasze życie religijne jałowieje i staje się nie tylko nieautentyczne, ale po prostu nijakie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wiara więc i dzisiaj wymaga ustawicznie tego samego, <strong>poznania i rozważania Słowa Bożego</strong>.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=86</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>036 - Środa – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=84</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=84#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 03:56:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=84</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 36 – Małżeństwo Sakrament, a nie umowa
 
Jak to się dzieje, że młodzi ludzie, którzy tak bardzo się kochają, w kilka lat, a czasami nawet w kilka miesięcy po ślubie, tak bardzo się nienawidzą, że podejmują decyzję o rozwodzie? Gdzie leży wina? Czy rzeczywiście pomylili się co do osoby? Czy rzeczywiście nie mieli czasu, aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 36 – Małżeństwo Sakrament, a nie umowa</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Jak to się dzieje, że młodzi ludzie, którzy tak bardzo <strong>się</strong> kochają, w kilka lat, a czasami nawet w kilka miesięcy po ślubie, tak bardzo się nienawidzą, że podejmują decyzję o rozwodzie? Gdzie leży wina? Czy rzeczywiście pomylili się co do osoby? Czy rzeczywiście nie mieli czasu, aby bliżej się poznać? Czy rzeczywiście ich miłość była tylko złudzeniem, a szarość dnia codziennego odarła ich ze złudzeń?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Chyba nie, bo jednak nie można -w wielu przypadkach- odmówić tym młodym ludziom dobrej woli i szczerego zaangażowania uczuciowego. Niestety -bardzo często- jednak, <strong>tylko uczucioweg</strong>o i tutaj chyba leży klucz do odpowiedzi na postawione powyżej pytania. Bardzo często jest tak, że nawet po dłuższym okresie narzeczeństwa, młodzi ludzi z radością zawierają małżeństwo, ale do końca nie rozumieją tego faktu i nie zdają sobie sprawy z zadania, jakiego się podejmują. Dla tych młodych ludzi; romantyczny ślub i wystawne wesele jest już ukoronowaniem ich małżeństwa. Oni albo zapomnieli, albo nie zwrócili uwagi na ten podstawowy fakt, że i<strong><u>ch małżeństwo dopiero się rozpoczyna i przed nimi całe życie żmudnego i bardzo nieraz trudnego budowania</u></strong> tegoż małżeństwa. Być może nawet zapomnieli, że małżeństwo nie jest jedynie -najbardziej uczciwie- zawieraną umową, ale Sakramentem. Zapomnieli, że nie jest ono prezentem ale darem, a zarazem zadaniem na całe życie.</span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black"> </span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">I dlatego być może przy pierwszych poważnych kłopotach decydują się na zerwanie tego związku, widząc go jedynie jako umowę między dwoma osobami. A przecież ta „umowa” dotyczy nie tylko ich samych, bo dla potwierdzenia swojej „umowy”, wezwali na świadka swojej miłości samą Miłość, czyli Boga. I nie chodzi tu tylko o samą -mniej lub bardziej- podniosłą i uroczystą ceremonię w kościele, ale o fakt, że gwarantem ich miłości, świadkiem i wsparciem stał się sam Bóg. W swoim przygotowaniu do ślubu nie zapomnieli o kokardkach na klapy marynarek dla świadków i kolorze sukienek dla druhen, ale zapomnieli o wewnętrznym, poważnym przygotowaniu się nie do ślubu, ale do Sakramentu Małżeństwa. W swoim przygotowaniu do małżeństwa pomyśleli bardzo poważnie o mieszkaniu, meblach i firankach, o kolorze tapet do dziecinnego pokoju, ale zapomnieli o tym, że ich małżeństwo jest zadaniem danym im do odrabiana przez całe życie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">I nie jest to najczęściej wcale zła wola, czy zaniedbanie z ich strony. Jest to raczej kulturowy i cywilizacyjny brak, który w naszym, współczesnym świecie jest po prostu niezauważany, albo wprost lekceważony. Przygotowuje się młodych ludzi do różnych rzeczy, daje się im głębokie i fachowe wykształcenie, aby byli dobrymi prawnikami, lekarzami, managerami, ale nikt –tak na dobrą sprawę- nie przykłada wagi do przygotowania młodych ludzi do bycia odpowiedzialnymi małżonkami i rodzicami. Proponowane przez kościół w parafiach, 10 spotkań przygotowawczych raczej „zalicza się na podpis” i dla świętego spokoju, bo inaczej można wejść w konflikt z proboszczem. Przygotowuje się ludzi do ślubu, ale nie do świadomego i głębokiego przeżywania Sakramentu, który jak wszystkie inne sakramenty jest obecnością samego Boga w życiu ludzi wierzących.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Czy jest jakieś remedium na tego rodzaju sytuację? Jak można pomóc młodym ludziom po ślubie, aby ich małżeństwo przetrwało pierwsze –i kolejne- próby? Czy można coś zrobić, aby pomóc ludziom, którzy znaleźli się na trudnym zakręcie swojej wspólnej drogi? Wiadomo przecież bowiem, że kiedy ustają dźwięki weselnego marsza, zaczyna się codzienne i nieraz bardzo szare i trudne życie, a małżeństwo tutaj się sprawdza i miłość tutaj bywa najbardziej doświadczana i wypróbowana. Co poradzić tym młodym ludziom, aby nie poddawali się zniechęceniu i mimo problemów nadal budowali to, co zaczęli w dniu swojego ślubu?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Trzeba im stale powtarzać tę podstawową prawdę: Bóg był świadkiem na waszym ślubie, ale nie honorowym i nie na pokaz. On jest naprawdę gwarantem waszej miłości i ostateczną jej ostoją i spełnieniem. W razie jakichkolwiek kłopotów uciekajcie się do Niego. Nie zapominajcie w waszym codziennym małżeńskim i rodzinnym życiu o Jego obecności i o tym, że aby wasza miłość przetrwała musi być osadzona i budowana na Jego ostatecznej Miłości do człowieka.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">A czego uczy nas ta Ostateczna Boża Miłość? Ano, uczy nas przede wszystkim rzeczy fundamentalnej, że w miłości liczy się najpierw drugi człowiek, że miłość nigdy nie myśli o sobie i o swoim zysku, że miłość jest cierpliwa i wyrozumiała, że jest łagodna i udzielająca się, że miłość to nie sentymentalne uczucie i zakochanie, ale najpierw i przede wszystkim szukanie dobra ukochanej osoby. Miłość wymaga czasami, abym zrezygnował z siebie, ze swojej kariery, ze swojego spełnienia, z własnych poglądów i przekonań na rzecz drugiego człowieka, którego kocham, nawet jeśli miałoby mnie to drogo kosztować. Wystarczy przecież tylko przyjrzeć się temu, co Bóg zrobił z miłości do człowieka &#8230; Jeśli Jego bierzemy na Świadka i Gwaranta naszej ludzkiej miłości, to On na pewno jest zdolny tę ludzką miłość uszlachetnić i wesprzeć na co dzień swoją łaską i swoją Boską Miłością. I to jest najgłębszy sens Sakramentu Małżeństwa, o którym nie wolno zapomnieć.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Oczywiście te wielkie słowa nie mogą pozostać tylko słowami, oczywiście obie strony muszą je przyjąć i realizować na co dzień, a szczególnie w chwilach trudnych, w chwilach doświadczeń i kłopotów. Oczywiście słowa te mogą pozostać tylko pobożnymi życzeniami, jeśli sami młodzi ludzie będą budować swoje szczęście i małżeńską przyszłość jedynie na ludzkich podstawach. Bo rzeczywiście wydaje się, że nasza współczesna cywilizacja takie właśnie –oparte jedynie na ludzkiej umowie- „partnerskie związki” preferuje. Ewidentny jednak jest też fakt, jak wielkie szkody takim naturalistycznym nastawieniem są wyrządzane dziesiątkom tysięcy małżeństw. Miłość nie jest towarem na sprzedaż, ani dobrem do kupienia, małżeństwo nie jest jedynie umową, którą w każdej chwili można zerwać za obopólną zgodą. A takie jest niestety, nastawienie naszego zlaicyzowanego społeczeństwa. I temu –my chrześcijanie- musimy się przeciwstawiać, aby nie wpaść w złudne pułapki wątpliwego sukcesu i samo-spełnienia kosztem kochanej osoby.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie dajmy się zbałamucić i oszukać, bo szczęście młodych ludzi nie leży w dobrze urządzonym mieszkaniu, czy wystawnym weselu. Ono na pewno leży głębiej i na dłużej wystarczy jeśli tylko zaprosi się do życia samego Boga, Który jest Miłością. Papież Jan Paweł II na początku swojego pontyfikatu, nawoływał: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. I słowa te są nadal –nawet po tylu latach- aktualne. I chyba także aktualne są dla wszystkich młodych ludzi, którzy decydują się na wspólną drogę życia.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Przypomina mi się tu pewna anegdota, którą być może warto przytoczyć:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Dziadek dał wnuczce na prezent ślubny trzy rzeczy: miotłę, lustro i krzyż.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Pannie młodej zdziwionej takim nietypowym zestawem podarunków wyjaśnił to tak: </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">- Miotłą zamiataj przed swoimi drzwiami, a będziesz żyła ze wszystkimi w zgodzie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">- W lustrze obserwuj swoje braki i wady, i poprawiaj je, a utrzymasz pokój we własnym domu.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">- A jeżeli mimo to spotkasz cierpienie, krzywdę i niesprawiedliwość, to spójrz wówczas na krzyż i pamiętaj, że do nieba trzeba iść tą samą drogą, co Zbawiciel.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">We wczorajszej nauce przytoczyłem historię Mureen i jej męża Boba. Jest to jednak nie tylko historia cudownego uzdrowienia młodej kobiety, ale także historia miłości młodego człowieka (męża Mureen), miłości zakotwiczonej w wierze i na wierze budowanej. Ten człowiek, który na pewno nie był mięczakiem, ani bigotem umiał swoją głęboką wiarą uleczyć przede wszystkim duchowo swoją żonę. Jej fizyczne uzdrowienie były już tylko konsekwencją tego duchowego uleczenia wymodlonego przez męża.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">A wśród naszych polskich przysłów jest i takie: „Bez Boga ani do proga”. I to chciałbym wszystkim młodym ludziom wchodzącym w próg ich wspólnego domu powiedzieć; nie zapominajcie o Bogu, szczególnie w tym momencie, kiedy przekraczacie próg waszego nowego życia. Zaproście Chrystusa na wasze wesele, ale jeszcze bardziej zaproście Go do waszego domu, na każdy dzień waszego wspólnego życia, a nie zawiedziecie się i nie przegracie waszej miłości, bo On na pewno jest Miłością i miłość wasza na Nim budowana przetrwa najtrudniejsze chwile.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=84</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>035 - Wtorek – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=82</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=82#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 00:46:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=82</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 35 – sama sobie poradzę

Jak bardzo Bóg „ściga” człowieka swoją miłością, jak bardzo zależy mu na nim? A my? Czy my aby nie uciekamy przed Bogiem, czy nie chcemy poradzić sobie w życiu sami? A przecież On naprawdę jest naszym Ojcem. On naprawdę ma dla nas niewyczerpane skarby łask. Chociaż czasami trzeba dorosnąć do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 35 – sama sobie poradzę</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"><br />
Jak bardzo Bóg „ściga” człowieka swoją miłością, jak bardzo zależy mu na nim? A my? Czy my aby nie uciekamy przed Bogiem, czy nie chcemy poradzić sobie w życiu sami? A przecież On naprawdę jest naszym Ojcem. On naprawdę ma dla nas niewyczerpane skarby łask. Chociaż czasami trzeba dorosnąć do tego, aby to dojrzeć, aby przyjąć to, co Bóg ma nam do zaofiarowania.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="margin: 0cm 0cm 0.0001pt; text-align: justify"><span lang="PL" style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: black">W grudniu 1992 roku uzdrowienie Maureen Digan zostało uznane przez Kościół za cud dokonany za wstawiennictwem siostry Faustyny Kowalskiej. Maureen opowiada własnymi słowami historię cudu.</span><span lang="PL" style="color: black"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">***************************</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wielu z was będzie pytać:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Dlaczego przydarzyło się to właśnie jej, a nie mnie czy komuś z moich ukochanych?” </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Podobnie i ja pytałam:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Dlaczego przydarzyło się to mnie, a nie mojemu małemu synowi? Jak jednak czytamy w Ewangelii według św. Jana, „Pan wybiera tego, kogo sam chce.” (J 5,5-9)</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Do piętnastego roku życia cieszyłam się normalnym, zdrowym i szczęśliwym życiem. Potem zapadłam na poważną chorobę - obrzęk limfatyczny kończyn dolnych, zwaną inaczej słoniowacizną nóg. W ciągu następnych dziesięciu lat przeszłam ponad pięćdziesiąt operacji. Moje niezliczone pobyty w szpitalu różniły się długością, od krótkich, tygodniowych, do trwających cały rok.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Rodzina i odwiedzający mnie przyjaciele mówili:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Módl się i ufaj Bogu.”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">A ja myślałam: </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Chyba żartujecie. Wiara? Ufność? W Tego, który mnie powalił na ziemię? W żadnym wypadku! Dzięki, serdeczne dzięki! To nie w moim stylu. Sama sobie poradzę.”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Czasem trochę się modliłam, ale tylko ustami, nigdy sercem. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Super Maureen” nie potrzebowała niczyjej pomocy, a już na pewno nie duchowej. Kiedy byłam sama, płakałam, ale w obecności przyjaciół i obsługi szpitalnej miałam na twarzy uśmiech, tak że nikt nie wiedział, co czułam naprawdę.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Zbudowałam wokół siebie mur, nie zdając sobie w ogóle sprawy z tego, że moja choroba mogła zbliżyć mnie do Pana. Byłam zbyt zajęta życiem w swym własnym świecie bólu&#8230;</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W tamtym czasie „chodziłam” z Bobem. Był on żołnierzem piechoty morskiej i często jechał osiemnaście godzin samochodem, aby odwiedzić mnie w szpitalu i usiąść przy mnie na kilka chwil. Byłam wściekła na cały świat i tak wewnętrznie rozchwiana, że raz cieszyłam się z jego przyjazdu, innym razem zachowywałam się wobec niego okropnie. Uważałam, że jego uczucie do mnie jest jedynie współczuciem, a nie miłością. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Skoro Bóg mnie nie kocha, jak może mnie kochać ten przystojny żołnierz? W końcu zerwałam z nim, a winę za to zrzuciłam na Boga. Wszystko to było Jego winą, nie winą „super Maureen”.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wynajdywałam wszelkie możliwe powody, by nie chodzić na Mszę świętą i do spowiedzi. Nie potrzebowałam spowiedzi. Uważałam, że nie zrobiłam nic złego. To Bóg był zły, nie ja. Wykorzystywałam swoją chorobę, by robić to, co uważałam korzystne dla siebie. Och, jestem zbyt chora, by iść na Mszę świętą. Za bardzo mnie boli. Nic dziwnego, że byłam nieszczęśliwa!</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W miarę pogarszania się mojego stanu zdrowia operacje stawały się coraz poważniejsze. Operacja przeprowadzona na kręgosłupie, która miała - jak spodziewali się lekarze - ocalić moją prawą nogę, sparaliżowała mnie na dwa lata. Potem i tak trzeba było amputować nogę, najpierw powyżej kolana, a sześć miesięcy później - do biodra. Amputacje przeżyłam bardzo ciężko, szczególnie dlatego, że nie potrafiłam ani nie chciałam zwrócić się do Boga o pociechę i siłę.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Z czasem szpital zaczął mi stwarzać poczucie bezpieczeństwa. Mogłam się tu ukryć. Nie musiałam spotykać się z prawdziwym światem i dawać ludziom poznać, co czuję. Toczyłam ze sobą wielką walkę. Czułam w sercu, że powinnam zwrócić się do Boga, nie chciałam jednak na to pozwolić. Nie - mówiłam do siebie - nie zrobię tego. Sama sobie poradzę. „Super Maureen” nie potrzebuje Bożej pomocy.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W końcu zostałam zwolniona ze szpitala, a później otrzymałam w nim pracę. Wówczas w moje życie ponownie wkroczył Bob, a ja zrozumiałam, że jego uczucie było prawdziwą miłością, a nie tylko współczuciem. W dzień moich urodzin Bob poprosił mnie o rękę, a ja podjęłam pierwszą od wielu lat słuszną decyzję: powiedziałam „tak”.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie był to jednak koniec problemów. Cztery miesiące po zawarciu małżeństwa poroniłam. Powiedziano nam, że nasze szanse na posiadanie dziecka są nikłe. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">O.K. Boże, kolejna kara!</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Bolesne leczenie? Oczywiście, zniosę to. Wszystko, co pomoże mi zapomnieć o psychicznym i fizycznym bólu.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Niech Bóg błogosławi Bobowi! Nie wiem, jak on to robił. Był taki wierny i nigdy się na nic nie uskarżał. Dzisiaj wiem, że źródłem takich jego postaw była jego silna wiara, jego zawierzenie Bogu&#8230;</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Po dwóch latach znowu zaszłam w ciążę.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pomyślałam: „Może Bóg okaże się dla mnie dobry.”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dziewięć miesięcy później przyszedł na świat nasz kochany Bobby &#8230;. z porażeniem mózgowym !!!!</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W dwudziestym pierwszym miesiącu życia Bobby przeszedł pierwszy poważny atak apopleksji. Stracił mowę i zdolność chodzenia, wiele razy musiał przebywać w szpitalu. W dzień swoich szóstych urodzin został ponownie przyjęty do szpitala. Ważył wówczas niecałe 8 kg. Wypisany stamtąd po pięciu i pół miesiącach, ważył cztery kilogramy i musiał być karmiony za pomocą sondy.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Byłam z Bobbym przez cały czas jego pobytu w szpitalu i ani razu nie poszłam do domu, aby ugotować posiłek dla mego ciężko pracującego męża. Ale, jak zawsze, nie usłyszałam z jego ust najmniejszej skargi. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Musiało mu być bardzo ciężko chodzić codziennie do pracy ze świadomością, że Bobby jest tak poważnie chory.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie widząc szans na poprawę stanu zdrowia Bobby&#8217;ego, lekarze sugerowali umieszczenie go w specjalnym zakładzie, my jednak chcieliśmy mieć go w domu. Tak więc wróciliśmy do domu&#8230;</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Tymczasem moja choroba postępowała i tego roku sama znalazłam się siedem razy w szpitalu. Zaczęłam miewać ataki spowodowane przez stresy i depresje. Rozpoczęto kurację, stosując bardzo silne leki przeciwbólowe, antydepresyjne i zapobiegające atakom apopleksji.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Pewnego wieczoru Bob poszedł do znajomych obejrzeć pierwszy film, jaki został nakręcony na temat Bożego Miłosierdzia i siostry Faustyny. Wrócił do domu przekonany o prawdziwości orędzia o Miłosierdziu Bożym. Próbował dzielić się tym ze mną, ja jednak nie chciałam słuchać; nie interesowało mnie to.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Bob nie nalegał. Po prostu wycofał się i zaczął się modlić. Otrzymał wówczas od Boga to, co później nazwał „collect call” (rozmowa telefoniczna na koszt osoby, do której się dzwoni, po wyrażeniu przez nią zgody na zapłącenie): miał zabrać cała rodzinę do znajdującego się w Polsce grobu siostry Faustyny.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nawiązał kontakt z ks. Serafinem Michalenko MIC, vice-postulatorem do spraw beatyfikacji siostry Faustyny, który niebawem uzyskał pozwolenie na towarzyszenie nam w podróży.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie chciałam jechać tak daleko, i to z księdzem, którego się bałam, i mężem, który, jak myślałam, popadł w fanatyzm religijny. W końcu zdałam sobie jednak sprawę z tego, że dla dobra naszego małżeństwa powinnam przestać narzekać i zgodzić się na wyjazd.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Lekarz wyraził zgodę na zwolnienie mnie ze szpitala, był bowiem przekonany, że wkrótce stracę drugą nogę, co bardzo utrudni mi jakiekolwiek podróżowanie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Przyjechaliśmy do Polski 23 marca 1981 roku, w dniu urodzin Bobby&#8217;ego. 28 marca odbyłam pierwszą od wczesnej młodości dobrą spowiedź. Poczułam się wówczas blisko Pana i siostry Faustyny, czułam jednak lęk przed znalezieniem się zbyt blisko nich.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Tamtego wieczoru, spędzonego przy grobie siostry Faustyny, odmawialiśmy wspólnie koronkę do Miłosierdzia Bożego i inne modlitwy, prosząc przez jej wstawiennictwo o uzdrowienie Bobby&#8217;ego i mnie. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Usłyszałam wtedy w swym sercu głos siostry Faustyny mówiącej:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Proś o pomoc, a pomogę ci.”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Będąc wciąż w złym nastroju, odpowiedziałam w myślach:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„O.K., Faustyno, ściągnęłaś mnie tu z tak daleka, więc zrób coś!”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wtedy nagle opuścił mnie ból. Nie wierzyłam w cuda, byłam więc przekonana, że czuję się tak na skutek załamania nerwowego. Nazajutrz zobaczyłam, że opuchlizna zeszła. Musiałam wypchać swój but chustkami, by nie spadał mi z nogi i by ludzie nie zauważyli, że zeszła z niej opuchlizna. Dopiero trzy lub cztery dni później byłam wreszcie w stanie przyjąć do wiadomości fakt, że rzeczywiście otrzymałam od Boga dar uzdrowienia.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Zaczęłam odczuwać nowe uczucie b1iskości Boga i sama stałam się nowym człowiekiem. Nie byłam już ową „Super Maureen”, złożyłam swą ufność w Bogu i Jego Miłosiernej Miłości.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Słoniowacizna nóg jest chorobą, której nie da się leczyć farmakologicznie i która nie ulega remisji. Odwiedziłam pięciu niezależnych specjalistów i każdy z nich stwierdził, że jestem w 100% wyleczona. Moi znajomi i członkowie rodziny zostali poproszeni na świadków przez komisję archidiecezji bostońskiej i wypytywano ich o wszystko, co wiedzieli o mojej chorobie i uzdrowieniu. Zebrane w Bostonie świadectwa i dokumenty zostały następnie wysłane do zbadania przez specjalny trybunał w Polsce, gdzie miało miejsce uzdrowienie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W ubiegłym (1992) roku Rzym uznał uzdrowienie za cud. Uczynił to na podstawie prac trzech odrębnych zespołów sędziów przysięgłych powołanych przez Kongregację do Spraw Kanonizacyjnych: zespołu lekarzy, zespołu teologów i w końcu zespołu złożonego z kardynałów i biskupów. Dzięki temu Ojciec Święty mógł ogłosić potwierdzenie cudu przez Kościół jako dokonanego za wstawiennictwem siostry Faustyny.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Powołanie Bobby&#8217;ego było inne. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Jego udziałem stało się dramatyczne, ale niepełne uzdrowienie, które pozwoliło mu prowadzić niemal normalne życie przez cudowne trzy i pół roku. Odsunięto leki, chłopiec nauczył się jeździć na rowerze i zdobył złoty i srebrny medal na Specjalnych Igrzyskach Olimpijskich. Potem jednak stan jego zdrowia zaczął się pogarszać i Bobby odszedł do Pana w maju 1991 roku.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Przy śmierci Bobby&#8217;ego byli z nami ks. Serafin i rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ks. Joe Dicine, którzy znali go, kiedy był jeszcze małym chłopcem. Dzięki ich obecności Bobby nie bał się pójść na spotkanie z Panem.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W Dniu Matki Bobbv objął mnie za szyję swymi chudymi ramionami i powiedział:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">„Mamo, muszę ci coś powiedzieć. Bóg przyśle swego Syna, Jezusa, aby mnie zabrać wkrótce do nieba. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie bój się i nie bądź smutna.”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Potem zawołał swego tatę i powiedział mu to samo.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Bycie rodzicami upośledzonego dziecka pociąga za sobą wiele cierpień, ale jest to jednocześnie tak wielkie błogosławieństwo, tak wspaniały dar od Boga! Tak wiele nauczyliśmy się od Bobby&#8217;ego i nigdy nie będziemy w stanie zmierzyć tej miłości, jaką promieniował on na wszystkich, którzy go znali.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kiedy jest się blisko Pana, życie jest zupełnie inne! Jesteśmy wdzięczni Bogu za moje uzdrowienie i za czas, jaki pozwolił nam spędzić z Bobbym. Wiemy że z tej bolesnej straty wypłynęło wiele dobra i nadal będzie wypływać.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wciąż jednak nie jest nam łatwo. Każdego dnia muszę starać się trwać blisko Pana. Ks. Joe nie przestaje służyć Bobowi i mnie, pomagając nam w kroczeniu z Bogiem&#8230; Mam nadzieję, że to podzielenie się naszą drogą życiową będzie dla innych źródłem pocieszenia i nadziei, zwłaszcza może dla tych, którzy żyją w cierpieniu.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Błagam was, nie upadajcie tak nisko, jak upadłam ja, zanim nawróciłam się do Pana. On jest zawsze blisko nas. Żaden grzech, nawet grzech odwrócenia się od Niego całym życiem, nie jest dla Niego zbyt wielki, by nie mógł go przebaczyć.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">A co do sakramentu spowiedzi świętej, to musze powiedzieć, że  &#8230; to właśnie tu dokonuje się największy cud. Tu odnajdujemy pokój, miłość, radość, przebaczenie i najgłębsze, najważniejsze uzdrowienie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Super Maureen</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">***************************</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie trzeba chyba dodawać, że nawrócenie Mureen dokonało się dzięki głębokiej wierze jej męża, który nie był na pewno mięczakiem i bigotem.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Poruszające są także słowa Mureen: „<strong>Błagam was, nie upadajcie tak nisko, jak upadłam ja, zanim nawróciłam się do Pana. On jest zawsze blisko nas. Żaden grzech, nawet grzech odwrócenia się od Niego całym życiem, nie jest dla Niego zbyt wielki, by nie mógł go przebaczyć.</strong>”</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=82</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>034 - Poniedziałek – V tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=79</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=79#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 01:51:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=79</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 34 – Ojciec
Czym właściwie jest ojcostwo? Kim jest ojciec? Jak widzi ojca chrześcijaństwo? Te pytania wpisują się oczywiście w podstawowe pytanie tych rekolekcji: „Jak wierzyć dzisiaj?” Cały Stary, ale i Nowy Testament jest pełen tekstów odnoszących się do tej rzeczywistości, do rzeczywistości ojcostwa. Bóg Starego Testamentu, to surowy i wymagający, ale także miłujący Ojciec, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="line-height: 105%" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL" style="color: black">Nauka 34 – Ojciec</span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Czym właściwie jest ojcostwo? Kim jest ojciec? Jak widzi ojca chrześcijaństwo? Te pytania wpisują się oczywiście w podstawowe pytanie tych rekolekcji: „Jak wierzyć dzisiaj?” Cały Stary, ale i Nowy Testament jest pełen tekstów odnoszących się do tej rzeczywistości, do rzeczywistości ojcostwa. Bóg Starego Testamentu, to surowy i wymagający, ale także miłujący Ojciec, Który opiekuje się Narodem Wybranym właśnie z troską i po ojcowsku. To ktoś, kto karze, ale i przebacza, kiedy widzi skruchę, to ktoś, kto dba dobro, ale i tego dobra wymaga i uczy. Postać Boga Ojca przekazana nam przez Stary Testament, to pełna dostojeństwa i godności, majestatu ale i dobroci postać Boga, Który z cierpliwością <strong><u>wychowuje</u> </strong>swoje dzieci, ucząc je przede wszystkim moralności i prawości, uczciwości i godności, wierności i szlachetności. Jego troska o Naród Wybrany nie ogranicza się tylko do zapewnienia temu narodowi tego, czego on na co dzień potrzebuje; pożywienia i dobrobytu doczesnego, ale idzie znacznie dalej. Ojciec, to ktoś, kto formuje, wychowuje, wymaga, jeśli trzeba karze, ale i przebacza. Od pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, do ostatnich proroków Zachariasza i Malachiasza postać Boga Ojca pełna jest surowości, ale i dobroci, wyrozumiałości, a przede wszystkim głębokiej troski i cierpliwości w stosunku do wychowywanych dzieci.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Oczywiście to co mówimy o ojcostwie odnosi się także w całej rozciągłości w ogóle do rodzicielstwa, a więc i do macierzyństwa. Nie ma bowiem ojcostwa bez macierzyństwa i vice verso. Jednak pewien szczególny akcent chciałbym położyć właśnie na odpowiedzialnym ojcostwie. Wydaje się bowiem, że we współczesnym społeczeństwie rola ojca została zredukowana do wymiaru biologicznego i ekonomicznego, z zaniedbaniem wymiaru psychicznego i religijnego. I to okazuje się mieć bardzo zgubne, a nawet tragiczne skutki w formowaniu młodych. Dzieci chowane bez ojca, bo on nie ma czasu –i bardzo często niestety także ochoty- są pozbawione jednego z podstawowych elementów wychowania. Zresztą współczesne społeczeństwa w coraz bardziej jaskrawy sposób odbierają rodzicom ich rodzicielskie prawa wychowawcze. Młodzież zaś chowana poza rodziną, lub w rodzinach rozbitych, niepełnych, zdeformowanych staje się następną generacją rodzin zdeformowanych.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Nowy Testament rozwija i uzupełnia ten obraz w nauczaniu Jezusa, Jednorodzonego Syna Bożego. To On zwraca się do Ojca słowem –dla nas niecodziennym- Abba – Ojcze lub raczej Tatusiu. To On pokazuje nam swoje całkowite i absolutne podporządkowanie woli Ojca. To On stale podkreśla: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30). To On także zapewnia nas, że „w domu Ojca jest mieszkań wiele” (J 14,2)). Jego stosunek do Ojca, ale także i to, co Ojciec, o Synu dwukrotnie mówi: („to jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie” – Mt 3,17; -chrzest w Jordanie i Mt 17,5 – przemienienie na Górze Tabor) ukazuje nam tę niezwykłą relację Boga Ojca i Syna Bożego, oraz daje zarazem możliwość zobaczenia na czym polega prawdziwe ojcostwo. Czy my jednak potrafimy coś z tego wywnioskować? Czy to, co mówi nam sam Chrystus o Ojcu pozwala nam lepiej ukształtować nasze ludzkie ojcostwo? A może to zbyt górnolotna teologia i za wysoko mierzę? Może wystarczy jedynie zobaczyć postać św. Józefa, którego sam Bóg wybrał na Ojca-Opiekuna Świętej Rodziny, któremu sam Bóg powierzył pieczę nad Swoim Synem i Jego Matką Maryją. Czy nie warto byłoby przyjrzeć się tej postaci św. Józefa?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Człowiek cichy i spokojny, nie zabiegający o własną chwałę, sprawiedliwy i roztropny, usuwający się niejako w cień, dbający o rodzinę i dom. Taki człowiek, taki mężczyzna, taki ojciec nie jest dzisiaj w modzie, nie ma siły przebicia, ani nie jest idolem współczesnego świata. Amerykańskie i (nie tylko) filmy wytworzyły mit supermana, przystojniaka, cwaniaka, człowieka sukcesu, mężczyzny roku itd. W tej powodzi współczesnych idoli postać św. Józefa ojca i Opiekuna, staje się szara i bezbarwna, a nawet nijaka, tym bardziej, że Ewangelia tak mało nam o Nim mówi. A przecież to sam Bóg wybrał takiego właśnie „nieciekawego” mężczyznę na Opiekuna Jezusa Chrystusa i Jego Matki Maryi. Coś w tym musi być. A czego my, współcześni ojcowie, możemy się od św. Józefa nauczyć? Czy nie ma on nam nic do przekazania?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Kiedyś imię to było bardzo popularne. Św. Józef był patronem wielu chłopców i mężczyzn. Dzisiaj mamy raczej inne mody. A cechy św. Józefa są tak trudne do znalezienia wśród współczesnych mężczyzn. Uczciwość, pracowitość, rzetelność, czystość, szacunek, oddanie rodzinie, prawość, poczucie obowiązku, pokora zostały zastąpione w wielu wypadkach cwaniactwem, efektownością, przebiegłością, sprytem, fizyczną siłą &#8230; Czy jest jeszcze we współczesnym świecie miejsce dla ludzi, dla ojców, którzy próbują realizować w swoim życiu ten wzór?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Mężczyźni wstydzą się być uczciwi i rzetelni, wstydzą się kiedy nie przylegają do kanonów współczesnego silnego i wysportowanego &#8220;macho&#8221;, albo wypielęgnowanego i przystojnego gogusia, pachnącego <em>denimem</em> lub innym <em>old spice&#8217;m</em>. A przecież wszyscy wiemy, że dziewczyny podkochują się w idolach, ale na męża i ojca, na twórcę rodziny i kogoś, kto będzie odpowiadał za ich dom wybierają raczej mężczyzn uczciwych i solidnych. Tylko, że tych chyba coraz mniej we współczesnym przereklamowanym świecie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Biblijne ojcostwo to prawdziwa „instytucja”; święta i wymagająca szczególnie od tego, który jest ojcem. Być ojcem to najważniejsze zadanie jakie Bóg powierzy człowiekowi, to nie tylko nakaz biologicznego rozmnażania się i rodzenia potomstwa (Rdz 1,28), ale to coś znaczne więcej, jak pokazuje to Księga Przysłów (1,8; 3,12; 4,1; 6,20 i nn), która prawie w całości jest poświęcona wzajemnemu stosunkowi rodziców (a szczególnie ojca) i dzieci. Pismo Święte pokazuje, że ojciec, to ktoś, kto zdecydował się na ojcostwo musi mieć świadomość, że jego rola nie ogranicza się tylko do zapewnienia materialnego aspektu życia rodziny i dzieci. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">W „Liście do rodzin” (<em>GRATISSIMAM SANE</em>) napisanym przez Ojca Świętego Jana Pawła II z okazji Roku Rodziny (1994) czytamy:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">”</span><span lang="PL" style="color: black">Do tych nowych istot Stwórca mówi, błogosławiąc: „<em>Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną</em>” (<u>Rdz 1,28</u>). Księga Rodzaju używa tych samych słów, co przy stworzeniu innych istot żyjących: „rozmnażajcie się” — równocześnie jednak ich sens analogiczny jest bardzo wyraźny. Czyż nie jest to właśnie analogia rodzenia i rodzicielstwa, którą trzeba odczytywać poprzez cały kontekst? Żadna z istot żyjących poza człowiekiem nie została stworzona „na obraz i podobieństwo Boga”. Ludzkie Rodzicielstwo jest <em>biologicznie podobne</em> do prokreacji innych istot żyjących w przyrodzie, ale istotowo jest „<em>podobne</em>” — ono jedno — <em>do Boga samego.</em> Takie właśnie rodzicielstwo stoi u podstaw rodziny jako ludzkiej wspólnoty życia: jako wspólnoty osób zjednoczonych w miłości (<em>comunio personarum</em>).</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">W świetle Nowego Testamentu widać wyraźnie, że odniesienia dla tej wspólnoty, jej <em>pierwowzoru, należy szukać w Bogu samym.</em> Zawiera się on w trynitarnej tajemnicy Jego Życia. Boskie „My” jest przedwiecznym prawzorem dla ludzkiego „my” — tego przede wszystkim, jakie mają stanowić mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga samego. Słowa Księgi Rodzaju zawierają prawdę o człowieku, której odpowiada najszerzej rozumiane doświadczenie ludzkości: człowiek jako mężczyzna i kobieta „od początku” — całe życie ludzkiej zbiorowości — wspólnoty, społeczności i społeczeństwa noszą znamię tej pierwotnej dwoistości. Stanowi o niej męskość i kobiecość poszczególnych osób, a każda wspólnota czy społeczność czerpie z tej dwoistości swą szczególną charakterystykę i szczególne bogactwo we wzajemnym dopełnianiu się osób. Zapis Księgi Rodzaju dotyczący dzieła stworzenia zdaje się mówić o tym nade wszystko, gdy stwierdza: „mężczyzną i kobietą stworzył ich” (por. <u>Rdz 1,27</u>). Jest to również pierwsze stwierdzenie jednakowej godności obojga: oboje na równi są osobami. Osobowa konstytucja obojga oraz osobowa godność jest „od początku” wyznacznikiem dobra wspólnego ludzkości w różnych wymiarach i zakresach. Do tego dobra wspólnego wnoszą oboje: mężczyzna i kobieta, właściwy sobie wkład. Dzięki temu dobro wspólne ludzi posiada u samych podstaw charakter komunijny i komplementarny zarazem.” (6)</span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL" style="color: black">Tak niewielu rodziców, a szczególnie ojców ma dzisiaj czas i ochotę, aby swoje ojcostwo w taki pogłębiony sposób przemyśleć i realizować. Efekty tego widoczne są niemalże w całym społeczeństwie.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=79</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>033 - V Niedziela WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=76</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=76#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 03:46:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=76</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 33 – wierzyć jak mężczyzna
 
Jest taki zwyczaj w rekolekcjach parafialnych, że przynajmniej jedną naukę poświęca się mężczyznom. Ja także chciałbym temu zwyczajowi uczynić zadość i kilka chwil poświęcić tematowi wiary przeżywanej przez mężczyznę. Inaczej bowiem sprawy wiary widzi i przeżywa kobieta, która z natury jest bardziej uczuciowa i bardziej nastawiona na sprawy serca, inaczej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><strong><span lang="PL">Nauka 33 – wierzyć jak mężczyzna</span></strong><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Jest taki zwyczaj w rekolekcjach parafialnych, że przynajmniej jedną naukę poświęca się mężczyznom. Ja także chciałbym temu zwyczajowi uczynić zadość i kilka chwil poświęcić tematowi <strong>wiary przeżywanej przez mężczyznę</strong>. Inaczej bowiem sprawy wiary widzi i przeżywa kobieta, która z natury jest bardziej uczuciowa i bardziej nastawiona na sprawy serca, inaczej zaś mężczyzna, który z natury jest –co tu dużo mówić- bardziej „zewnętrzny” i słabiej uczuciowo wyposażony. Nie znaczy to wcale, że jest pokrzywdzony lub, że ma mniejsze szanse na pogłębione przeżywanie wiary. Jest po prostu inny, i dobrze, że jest taki.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Wiara nie jest na pewno tylko sprawą wnętrza i nie tylko sprawą uczuć, i stąd można, a nawet trzeba się zastanowić nad możliwością wyznawania wiary przez współczesnego mężczyznę, żyjącego w dzisiejszym, bardzo zracjonalizowanym -i odartym z sacrum- świecie. Na pewno nie będzie on uczestniczył w licznych nabożeństwach i spędzał całych godzin w kościele. Ale też nie może religijnych praktyk w całości odrzucić, czy zaniechać na zasadzie: „<em>to zbyt czułostkowe i sentymentalne, to nie dla mnie</em>” Bardzo często jest bowiem tak, że współcześni katoliccy mężowie i ojcowie czują jakiś fałszywy wstyd w wyznawaniu swojej wiary, uważając, że jest to dobre dla starszych kobiet. Ostatnio powstał nawet pogardliwy termin na określenie tychże – moherowe berety, który wydaje się być synonimem dewociarstwa i bigoterii. I dlatego mężczyźni „odcinają się” najczęściej nie tylko od takich bigoteryjnych praktyk, ale nawet od praktyk religijnych w ogóle.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">W mniemaniu bowiem wielu mężczyzn, tego rodzaju przekonanie zwalnia ich –niejako- od obowiązku religijnych praktyk i odsuwa od życia Kościoła, dyspensuje od obowiązku pogłębiania wiary. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że powszechna jest wśród mężczyzn postawa lekceważąco-cyniczna. I to -w sumie- ustawia ich -niejako z góry- na pozycji krytycznej lub krytykanckiej i nonszalanckiej. Niezbyt liczni są ci, którym udało się nie ulec pokusie cynizmu i lekceważenia spraw wiary. Jeszcze miej liczni są ci, którzy potrafią znaleźć swój męski sposób wyznawania wiary. Jest bowiem zazwyczaj i tak, że mężczyźni dodatkowo usprawiedliwiają się zmęczeniem, koniecznością zarabiana na życie i twardego chodzenia po ziemi, bez noszenia głowy w chmurach. Jakby ot tylko oni na życie zarabiali musieli twardo po ziemi stąpać.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Jeden z czołowych filozofów P. Ricoeur mówi: - &#8220;zrozumieć nasz czas, to zdać sobie sprawę z dwóch jednoczesnych zjawisk: postępu racjonalności i jednoczesnego zaniku sensu&#8221;. I to jest –chyba- w szczególny sposób widoczne w świecie mężczyzny. Z jednej strony wzrasta nasza racjonalność, umiejętność logicznego, rzeczowego myślenia, a z drugiej strony zanika, ucieka nam gdzieś poczucie sensu a co za tym idzie i poczucie sacrum. A tym samym, życie nasze staje się coraz bardziej bezsensowne i wyprane z religijności. Jest to tym bardziej odczuwalne, gdy mężczyzna traci pracę, gdy nie może zadośćuczynić swojej męskiej dumie (nie pysze!) bo nie stać go na utrzymanie rodziny. Czuje się bardzo nieswojo, gdy widzi, że czasami zarobki żony są nie tylko konieczne dla utrzymania domu, ale nieraz nawet znacznie większe od jego zarobków. Zredukowano rolę mężczyzny, a zarazem zafałszowano, próbując lansować model wiecznie młodego, wysportowanego i zaradnego żigolaka, bohatera na siłę, czy wypranego z wszelkich ludzkich uczuć „twardziela”.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">To wszystko powoduje, że wielu mężczyzn popada we frustracje, w zniechęcenie, a czasami w bardzo poważne nałogi, które mają niejako zagłuszyć uczucie frustracji i zniechęcenia. Stają się agresywni, aroganccy, wulgarni, nastawieni negatywnie do wszystkich i do wszystkiego, z własną rodziną na czele. Oczywiście -w takiej sytuacji- religijne praktyki, modlitwa, regularne uczestnictwo we Mszy św., czy Spowiedź wydają im się czymś nie do przyjęcia lub nawet czymś odpychającym. Kobieta w sytuacji kryzysu –w sposób naturalny- ucieka się do Boga, do modlitwy, do praktyk religijnych, bo ona wie, że tak naprawdę wszystko jest w ręku Boga. Sfrustrowany zaś, zawiedziony i rozczarowany mężczyzna ucieka „w kumpli”, w alkohol, w brutalność, w zniechęcenie i odrętwienie. Jest po prostu o wiele słabiej przygotowany na kryzys, czy niepowodzenie, przeżywa go o wiele mocniej i o wiele bardziej dramatycznie. Stąd chyba powstało w filozofii czy ideologii marksistowskiej modne powiedzenie, że „religia jest jedynie opium dla ludu, utrzymującym prostaczków w pokorze i poddaństwie”, a mężczyzna nie jest typem pokornym, który łatwo ulega poddaństwu. Dlatego też u mężczyzn tak trudno o zdrową ocenę rzeczywistości, o obiektywizm i umiejętność wyważonego i naturalnego rozpoznania faktu, że nie wszystko mogę i nie wszystko zależy ode mnie i moich wysiłków, że czasami muszę znaleźć drogę do Tego, Który Jedyny Jest i Który wszystko może.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Przypomina mi się tutaj fragment poezji Czesława Miłosza z tomu &#8220;Piesek przydrożny&#8221;</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">On:</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Świadomy współzawodnictwa.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Napięty.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Czujny.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Gotowy do biegu.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Agresywnie myślący.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Wiedzący lepiej od innych.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Poprawiacz świata.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Przeżuwający latami każdą porażkę.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Rzucający wyroki potępienia.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Niezdolny do pogodzenia się z sobą.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL"> </span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">A kobieta przygląda się temu z uśmiechem,</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">bo wie,</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">że on jest zajęty rzeczami,</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">które przemijają i nie mają większej wagi.</span></em><span lang="PL"></span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie mam zamiaru dokonywać tutaj socjologicznych i antropologicznych analiz przyczyn takiego stanu rzeczy, ale sądzę, że każdy z nas mężczyzn powinien sobie jednak zdawać sprawę z istnienia takich właśnie mechanizmów „dołowania człowieka”. Nie namawiam też wcale do bigoterii i dewocyjnego podejścia do spraw wiary, czy religii. Na pewno wiara nie może być zastępnikiem naszego poczucia odpowiedzialności i naszej pracy, naszego wysiłku i naszych słusznych dążeń do samorealizacji. Z drugiej jednak strony nie może być tak, że tego rodzaju „dołujące sytuacje” doprowadzają nas do psychicznego załamania, lub powodują, że mężczyźni stają się tyranami we własnym domu. Ileż to jest bowiem takich domów, w których mężczyźni czując się niedowartościowani, głęboko przeżywając swoje (nieraz wydumane) porażki, tyranizują swoje żony i dzieci?</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Dlaczego tak jest i jak temu zaradzić? Pytania na które nie mam odpowiedzi, ale próbuję sobie przypomnieć jak to było w moim rodzinnym domu. Kilka dni temu wspomniałem o tym, jakie wrażenie robiła na mnie modlitwa mojego ojca, jak była ona dla mnie budująca i zarazem zastanawiająca. Ojciec mój na pewno nie był bigotem i dewotką, ale nie przypominam sobie, żeby np. opuścił niedzielną Mszę Świętą. Nie było to w ogóle do pomyślenia, aby ktoś w niedzielę na Mszę Świętą nie szedł, no chyba że był chory. O religii się w domu nawet specjalnie i wprost nie rozmawiało, ale nikt nie podważał oczywistych praw czy zasad moralnych, nikt nie dyskutował na temat chodzenia czy nie chodzenia na katechezę, czy na Mszę. Rodzice (a szczególnie ojciec) z nami na ten temat nie rozmawiali, ale dawali sami, swoim życiem przykład. I jakoś wcale nie czuliśmy się (było nas troje dzieci), ani zaszczuci, ani zastraszeni, ani zniewoleni. Ojciec miał swoje męskie słabostki. Zdarzało mu się np. czasami zaglądnąć do kieliszka, czy nawet powiedzieć jakieś „grubsze” słowo, lub zdenerwować, ale pamiętam, że regularnie trzy, cztery razy do roku szedł do Spowiedzi i przed spowiedzią przepraszał „Mamcię” (tak nazywał naszą Mamę) za swoje zachowanie i niegrzeczność, a i nas prosił o wybaczenie, że czasami nas ostrzej potraktował. Pamiętam też, że bardzo ciężko pracował fizycznie i nieraz był bardzo zmęczony. Podziwiałem go jednak za to, że np. w Adwencie regularnie chodził na Msze Święte Roratnie. I to był dla mnie doping. Wstyd mi było nie wstać rano na Mszę o godzinie 6-tej, kiedy widziałem, że on wstawał, ubierał się i szedł, codziennie przez cały Adwent. Podobnie w Wielkim Poście. Nie chodził na nabożeństwa Drogi Krzyżowej w piątki, bo wtedy był akurat w pracy, ale w każdą niedzielę Wielkiego Postu, po południu szedł na Nabożeństwo Gorzkich Żali. Nie chcę tu pisać elegii na temat mojej rodziny, ale przypominam sobie także podobną postawę u mojego dziadka (ze strony ojca), ilekroć zdarzyło mi się być u nich na wakacjach. I teraz, po latach myślę, że mój ojciec wyniósł to ze swojego domu rodzinnego. Wyniósł jakąś wrodzoną, naturalną uczciwość i rzetelność wobec Boga. Nie był na pewno świętoszkowaty, daleko mu było do doskonałości, miał swoje wady i przywary, ale dwie rzeczy u niego bardzo ceniłem; jego ciężką, rzetelną i uczciwą pracę (a przecież nie przelewało się w naszym domu i nie żyliśmy w luksusach) i właśnie ową prostą uczciwość i naturalną rzetelność w sprawach Bożych, w sprawach religijnych.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Co więcej widzę, że te same reguły uczciwego życia przejął i wprowadził w swojej rodzinie mój brat. U niego nie dyskutuje się o religii, o konieczności, czy niekonieczności praktyk religijnych. On sam po prostu z żoną idzie w niedzielę na Mszę, a dzieci widzą jego dobry przykład. Czy nie powinno tak właśnie być w naszych domach, w naszych rodzinach? Czy nie tego właśnie oczkuje rodzina od głowy domu, od swego ojca? Ileż to jest dzieci, które nie mają takiego przykładu i są w naturalny sposób zagubione, zdezorientowane w życiu codziennym? Najlepsza szkoła, najlepszy katecheta nie potrafią odrobić tych braków i zaległości wychowania, jakie nagromadziły się w dzieciństwie.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Nie umiem tego inaczej przedstawić, nie potrafię zobiektywizować, ale tak mi się to właśnie jakoś przedstawia. W takim klimacie się wychowałem i takie wartości z domu rodzinnego wyniosłem. Nie twierdzę, że moja rodzina była doskonała, ale też zło było nazywane złem i było karane, a dobro było dobre i było nagradzane.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">I na zakończenie cytat z książki („Judaizm i kobiecość”) Emanuela Levinas’a, który pokazuje wzajemne relacje męskiego i żeńskiego elementu w dziele kształtowania małżeństwa i rodziny. A pisze on tak:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">&#8220;<em>Ontologiczne funkcje kobiecości to oświecać oczy mężczyzny, &#8220;jego zaślepiony wzrok&#8221;, pomagać mu przezwyciężać ostateczną alienację, która rodzi się z samej męskości uniwersalnego i zdobywczego logosu, oraz pomagać mu zamieszkać wnętrze Domu, przywracać duchowi duszę, być zaczątkiem wszelkiej łagodności, jest to funkcja ontologiczna tej, &#8220;która nie zdobywa&#8221;</em>. ale która -jak pisze Miłosz-: „<em>przygląda się temu z uśmiechem, bo wie, że on (mężczyzna) jest zajęty rzeczami, które przemijają i nie mają większej wagi.</em>”</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">Kobieta może bardzo wiele w dziele „oswajania” mężczyzny. Ona na pewno może mu pomóc dostrzec to, czego on nie widzi, czego nie docenia, co lekceważy. Ona może udomowić wiecznego zdobywcę i uczynić go rzeczywiście odpowiedzialną i rzetelną głową domu i rodziny.</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">A Siostra Ewa Bońkowska pisze:</span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><em><span lang="PL">Człowieczeństwo jest dla mnie jak ptak, który ma dwoje skrzydeł - nazwałabym je symbolicznie męskim i żeńskim [..] Nasza cywilizacja może poszybować wysoko, stać się bardziej uduchowiona tylko wtedy, gdy oba skrzydła będą tak samo wykształcone, zdrowe i zdolne do wypełniania swoich ról życiowych. Niestety, nastąpiło w naszych czasach pewne zachwianie równowagi tych symbolicznych skrzydeł</span></em><span lang="PL">&#8220;. </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL"> </span></p>
<p style="text-align: justify" class="MsoNormal"><span lang="PL">I to zachwianie widoczne jest w tym, że mamy coraz więcej zniewieściałych mężczyzn, poddających się łatwo stresom i popadających we frustracje, i coraz więcej kobiet, feministek, które zapomniały, że są kobietami. Ale to już jest temat na oddzielną „rozprawkę”.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=76</wfw:commentRSS>
		</item>
		<item>
		<title>032 - Sobota – IV tydzień WP</title>
		<link>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=75</link>
		<comments>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=75#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 23:27:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kazikq</dc:creator>
		
	<category>Rekolekcje Wielkopostne</category>
		<guid isPermaLink="false">http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?p=75</guid>
		<description><![CDATA[Nauka 32 – Gdzie cię znajdę, tam cię osądzę
Św. Katarzyna z Genui, w „Traktacie o czyśćcu”, pisze tak:
„&#8230; po śmierci dusza jest utwierdzona w złym albo dobrym, które obrała świadomie i dobrowolnie, wedle tego, co jest napisane: Gdzie cię znajdę - to znaczy, czy w godzinę śmierci wola będzie zwrócona do grzechu, czy też przejęta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><strong><span lang="PL">Nauka 32 – Gdzie cię znajdę, tam cię osądzę</span></strong><span lang="PL" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Św. Katarzyna z Genui, w „<strong><em>Traktacie o czyśćcu</em></strong>”, pisze tak:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">„&#8230; po śmierci dusza jest utwierdzona w złym albo dobrym, które obrała świadomie i dobrowolnie, wedle tego, co jest napisane: <strong>Gdzie cię znajdę</strong> - to znaczy, czy w godzinę śmierci wola będzie zwrócona do grzechu, czy też przejęta żalem za winy - <strong>tam cię osądzę</strong>.”</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Te słowa nie docierają chyba do zbyt wielu katolików. Lekceważymy sobie stan naszej duszy, lekceważymy sobie nasze grzechy, lekceważymy sobie dawane nam przez Chrystusa szanse zmiany życia i nawrócenia&#8230; i nadal uważając się za wierzących, a nawet praktykujących katolików &#8230; coraz bardziej wsiąkamy w zło.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Oto opowieść człowieka, któremu także wydawało się, że można prowadzić podwójne życie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">***********************</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Po zakończeniu studiów na Politechnice Śląskiej natychmiast wyjechałem do Niemiec jako „późny przesiedleniec” (Spätaussiedler). Zgodnie z naszym rodzinnym zwyczajem, przed opuszczeniem domu, klęcząc przyjąłem błogosławieństwo od moich rodziców. W drodze na autobus wstąpiłem na plebanię, aby pożegnać się z proboszczem, któremu przez wiele lat gorliwie służyłem do Mszy św. Ksiądz proboszcz zaprowadził mnie do kościoła i tam przed tabernakulum udzielił mi swojego kapłańskiego błogosławieństwa. Właśnie wtedy w ciszy własnego serca przyrzekłem Panu Bogu, że niezależnie od tego jak moje życie w Niemczech się potoczy, nigdy nie wyrzeknę się wiary w Niego i będę regularnie przystępował do sakramentów. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Osiadłem w dużym mieście na południu Niemiec. Na początku lat osiemdziesiątych sprawy przesiedlenia załatwiało się bardzo szybko. Zdobyłem więc bez problemów status późnego przesiedleńca. Po roku urządzania się na nowym miejscu Pan Bóg postawił na mojej drodze wspaniałą polską dziewczynę. Pobraliśmy się w 1983 r. w przepięknym kościele zamkowym. Dzięki mojej zaradności i przedsiębiorczości w krótkim czasie dorobiliśmy się domu jednorodzinnego, na którym ciążył niezbyt wysoki kredyt. Urodziło się nam dwoje dzieci.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Tu chciałbym podkreślić, że chociaż w tamtym czasie zdobycie materialnych bogactw było głównym celem mojego życia, to jednak przez cały czas intensywnego dorabiania się, nie zaprzepaściłem obyczajów, które przywiozłem z Polski. Nie chodziliśmy z żoną na spowiedzi ogólne, które są praktykowane w niemieckich kościołach, lecz szliśmy do spowiedzi indywidualnej dwa razy w roku, z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Starałem się również z całą rodziną każdej niedzieli uczestniczyć we Mszy św. A przecież pomimo zachowywania tradycji przywiezionych z Polski, dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego, że wtedy moja wiara była jednak martwa.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Od strony materialnej wszystko układało mi się nadzwyczaj pomyślnie. Po ośmiu latach pobytu w Niemczech razem ze wspólnikiem założyłem firmę budowlaną, która w krótkim czasie bardzo się rozrosła i do dnia dzisiejszego dobrze prosperuje. Mogliśmy więc pozwolić sobie na życie w prawdziwym luksusie, co oczywiście zostało wcześniej okupione bardzo ciężką i wyczerpującą pracą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Od 1989 r. w okresie Bożego Narodzenia i Wielkanocy, z całą rodziną zaczęliśmy wyjeżdżać do różnych atrakcyjnych zakątków świata. Wprawdzie przed wyjazdem szliśmy wszyscy do spowiedzi i Komunii św., jednak nie zawsze tam, gdzie jechaliśmy, byt katolicki kościół. Często więc w Boże Narodzenie i w Wielkanoc nie mogliśmy być na Mszy św. Rodził się wtedy pewien niepokój sumienia, który jednak szybko zagłuszałem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Na wiosnę 1995 r. w czasie dużego spadku cen akcji na giełdzie podjąłem decyzję, aby wziąć czynny udział w transakcjach giełdowych. Zaryzykowałem i zaangażowałem do wykupu akcji prawie wszystkie pieniądze. Zdawałem sobie sprawę, że w krótkim czasie mogę zdobyć ogromną fortunę lub wszystko stracić. I tak też się stało, po półrocznej intensywnej grze na giełdzie straciłem tak dużo, że znalazłem się na krawędzi bankructwa. Nie dałem jednak za wygraną i udało się: w ciągu roku odzyskałem stracone pieniądze. Kupno, sprzedaż, skoki cen akcji, tak bardzo mnie każdego dnia angażowały, że gra na giełdzie praktycznie stała się najważniejsza w moim życiu. Kompletnie zaniedbywałem wychowywanie moich dzieci i sprawy rodzinne. Jeżeli dzieci zwracały się do mnie z różnymi problemami, to dawałem im pieniądze, aby nie zawracały mi głowy i nie przeszkadzały w kalkulacjach giełdowych. Zostałem owładnięty giełdową obsesją, jakimś strasznym rodzajem duchowego uzależnienia, chyba jeszcze gorszego aniżeli alkoholizm czy narkomania. Całego siebie oddałem giełdowej grze. Z tego powodu traciłem również powoli kontrolę nad moją firmą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Godzinami przesiadywałem przed telewizorem, śledząc wszystkie rynki światowe i opracowując nowe transakcje zakupu i sprzedaży. Nawet podczas niedzielnych Mszy św. w mojej wyobraźni przesuwał się film kursów akcji, które byty w moim posiadaniu. Żądza zysku była tak wielka, że na kupno nowych akcji, zaciągnąłem w banku duży kredyt. Kiedy kursy moich akcji szły w górę, byłem szczęśliwy i hojny, kiedy spadały w dół, traciłem prawie całkowicie apetyt i stawałem się agresywny dla otoczenia, a szczególnie dla żony i dzieci.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Bóg w swoim miłosierdziu dał mi jednak szansę wyrwania się z tego piekielnego zniewolenia. Postawił na mojej drodze polskiego księdza, który jest duszpasterzem w mojej okolicy. Tak się złożyło, że w październiku 1997 poniosłem ciężkie straty w giełdowych interesach i byłem bliski załamania. Ksiądz ten zaproponował mi wyjazd z całą rodziną do belgijskiego sanktuarium w Baneux, gdzie w 1932 r. objawiła się Matka Boża.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Pojechaliśmy tam z całą rodziną na pierwszą sobotę października. Odmawiając różaniec w kaplicy objawień, uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem uzależniony od giełdy, że jest to prawdziwie diabelskie bagno, w którym się powoli pogrążam. Z całą szczerością serca przedstawiłem Matce Bożej problem mojego zniewolenia. Nie byłem jeszcze wtedy dostatecznie silny duchowo, aby przyrzec całkowite zerwanie z giełdą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Wyjeżdżając z Baneux kupiłem sobie różaniec i od tamtego czasu zacząłem każdego dnia odmawiać jedną cząstkę w intencji uwolnienia z nałogu. Jednak dalej pasjonowałem się grą na giełdzie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">W grudniu 1997 r. otrzymałem od polskiego księdza książkę siostry Emmanuel „Medjugorie lata 90”. Przeczytałem ją jednym tchem. Lektura tej książki sprawiła, że zainteresowałem się objawieniami Matki Bożej w Medjugorie. Do głębi wstrząsnęły mną słowa Maryi, że całe zło, które dotyka dzisiejszy świat pochodzi od ludzi niewierzących, czyli od tych, którzy nie znają miłości Boga i chociaż niektórzy z nich uważają się za wierzących, to w rzeczywistości są praktycznymi ateistami, bo żyją tak, jakby Bóg nie istniał. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Wojny, podziały, narkomania, samobójstwa, rozwody, przerywanie ciąży, antykoncepcja, eutanazja, nienawiść, a więc całe zło świata dzieje się z powodu ludzi. praktycznie niewierzących. W książce tej wyczytałem, że Matka Boża bardzo kocha niewierzących i bardzo cierpi z ich powodu. Dlatego prosi o codzienną modlitwę w intencji ich nawrócenia. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie prawda o istnieniu piekła. Chciałbym tu zacytować opowiadanie Vicki o tej pełnej symboliki wizji piekła, którą Matka Boża ukazała widzącym:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">To potworne miejsce. Pośrodku płonie wielki ogień, ale to nie jest taki ogień, który znamy na ziemi. Widzieliśmy zupełnie zwyczajnych ludzi, takich, jakich się widuje na ulicy, którzy dobrowolnie rzucali się w ten ogień. Nikt ich nie popychał. Zanurzali się w ten ogień na różnej głębokości. Kiedy z niego wychodzili, byli podobni do dzikich zwierząt, wykrzykując swoją nienawiść, swój bunt i bluźniąc&#8230; </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Trudno nam było uwierzyć, że to wciąż jeszcze są istoty ludzkie, tak bardzo byli zniekształceni, odczłowieczeni&#8230; Wobec tego widoku ogarnęło nas przerażenie i nie rozumieliśmy, jak coś tak potwornego mogło przytrafić się tym ludziom. Na szczęście obecność Gospy dodawała nam odwagi. Widzieliśmy młodą, piękną dziewczynę, która rzuciła się w ogień. Potem była podobna do potwora. Gospa tłumaczyła nam to wszystko: „Ci ludzie idą do piekła z własnej woli. To ich wybór. To ich decyzja. Nie bójcie się! Bóg każdemu dał wolność. Każdy w czasie ziemskiego życia może zdecydować się za lub przeciwko Bogu. Niektóre osoby są w pełni świadomości zawsze przeciwko Bogu, przeciwko Jego woli. Te osoby zaczynają przeżywać piekło we własnych sercach. A kiedy przychodzi śmierć, a one nie zmienią decyzji, wówczas to samo piekło trwa dalej”. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Gospa - zapytaliśmy - czy ci ludzie będą mogli któregoś dnia opuścić piekło? Piekło się nie kończy, a ci, którzy idą do piekła, nic już nie chcą od Boga otrzymać, dobrowolnie wybrali życie z dala od Boga, na zawsze! Bóg nie może zmusić żadnego człowieka, by ten Go kochał, A jak Bóg, skoro ma tak dobre Serce, zgadza się, by Jego dzieci szły na wieczne zatracenie? Dlaczego nie zagrodzi wejścia do piekła, albo dlaczego nie weźmie w ramiona tych wszystkich, którzy zamierzają rzucić się w ogień i nie przekona ich, by wybrały Jego raczej niż szatana? Zrozumieliby swoją pomyłkę! Ależ Bóg robi wszystko, żeby ich uratować! Wszystko! Jezus umarł za każdego z nas i Jego miłość jest wielka dla wszystkich. Zachęca nas, żebyśmy się bardzo zbliżali do Jego Serca, ale co ma zrobić wobec kogoś, kto nie chce Jego miłości? Nic nie może zrobić! <strong>Miłość nie stosuje przymusu!</strong></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Zrozumiałem jak tragiczne są w swoich skutkach konsekwencje grzechów: mogą duchowo tak mocno zniszczyć człowieka, że zacznie on traktować zło jako dobro, a to już jest krok do znienawidzenia Boga, czyli do piekła. Po lekturze tej książki postanowiłem jak najszybciej pojechać do Medjugorie. Wspólnie z polskim księdzem i kilkoma osobami z naszej parafii zaplanowaliśmy wyjazd w pierwszej połowie marca 1998 r. W okresie poprzedzającym nasz wyjazd na pielgrzymkę, wartość posiadanych przeze mnie akcji nagle się podwoiła. Sprzedałem wszystkie akcje. Jednak ostateczną decyzję odnośnie dalszej działalności na giełdzie odłożyłem do czasu powrotu z pielgrzymki.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Do Chorwacji polecieliśmy samolotem. Wylądowaliśmy w Splicie, a do Medjugorie pojechaliśmy taksówkami. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Na miejscu byliśmy w sobotę wieczorem o 21:30. Po kolacji odmówiliśmy przed zamkniętym kościołem cząstkę różańca i poszliśmy spać. Od 10 lat nosiłem na palcu drogocenny, złoty sygnet. Nigdy nie wyjeżdżałem z domu bez niego. Traktowałem go jako talizman, który przynosi mi szczęście w interesach. Pierwszego ranka po przyjeździe, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zauważyłem, że sygnet ten w niewytłumaczalny sposób uległ tajemniczemu pęknięciu, jakby go ktoś z wielką precyzją przeciął laserem. Byłem zaszokowany tym faktem, ale jeszcze w tamtym momencie nie zrozumiałem, co to miało znaczyć. W niedzielę rano poszliśmy wszyscy do spowiedzi. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Każdego dnia uczestniczyliśmy we Mszy św., modlitwach, adoracji i spotkaniach organizowanych dla pielgrzymów. W środę odbyliśmy drogę krzyżową na górę Krizewac. Przez całą drogę krzyżową niosłem bardzo ciężki kamień, który był dla mnie symbolem mojego zniewolenia przez giełdę. Z wielkim wysiłkiem doniosłem go do XIV stacji. Kładąc go tam, prosiłem Jezusa, aby uwolnił mnie od giełdowej obsesji i pomógł zmartwychwstać do nowego życia. Tego samego dnia wieczorem, po Mszy św., o. Slawko prowadził adorację Najświętszego Sakramentu. Mówił w różnych językach.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">W pewnym momencie powiedział po polsku: </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Jezu ufam Tobie. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Stało się wtedy ze mną coś niesamowitego, w sposób niemal namacalny doświadczyłem obecności Chrystusa. Rozpłakałem się. Były to łzy radości z odnalezienia największego Skarbu. Dopiero od tego momentu w całkiem innym świetle zobaczyłem całe moje życie. Zrozumiałem, że materialne bogactwo, pieniądze, o które tak zabiegałem, to są -po prostu- nic nie znaczące śmieci.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Uświadomiłem sobie wtedy z całą wyrazistością, że złoty sygnet byt symbolem mojego zniewolenia przez praktyczny materializm. Dopiero wtedy dotarto do mnie, że jego tajemnicze pęknięcie było znakiem Matki Bożej, aby pomóc mi wyzwolić się z kultu pieniądza i odnaleźć jedyny, największy Skarb, jakim jest Jej Syn, Jezus Chrystus. Pod koniec adoracji złożyłem przysięgę Matce Bożej i Panu Jezusowi, że definitywnie kończę z giełdową grą. Na znak mojego całkowitego zawierzenia Matce Bożej zostawiłem tam mój złoty sygnet jako votum, oraz przeznaczyłem znaczną sumę pieniędzy na budowę sierocińca dla wojennych sierot. Po powrocie do domu natychmiast zlikwidowałem wszystkie depozyty i definitywnie skończyłem z giełdową grą. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Zebrałem również wszystkie kasety z filmami erotycznymi i porno, które miałem w swoim domu, depcząc, dokładnie je zniszczyłem i wrzuciłem do śmietnika razem z rzeźbą indiańskiego diabła, którą kiedyś kupiłem w Meksyku. Powiedziałem wtedy do siebie: nażryj się diable tego gnoju, a ja już nigdy tym świństwem karmić się nie będę. Jest dla mnie oczywiste, że to dzięki wstawiennictwu Matki Bożej zostałem wyrwany z tej strasznej diabelskiej niewoli, z której nikt na świecie nie mógłby mnie wyzwolić i uleczyć.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Stałem się nowym człowiekiem. Odkryłem jak wielkim darem Boga są moja żona i dzieci. Od czasu pielgrzymki do Medjugorie poszczę w środy i piątki o chlebie i wodzie. Codziennie odmawiam trzy części różańca i, o dziwo, nie tylko znajduję na to czas przy moich licznych obowiązkach zawodowych, ale teraz o wiele szybciej, lepiej i sprawniej je wykonuję. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Moje uczestnictwo w Eucharystii przeżywam teraz całym sercem jako osobiste spotkanie z Jezusem. Wszystkich członków rodziny powierzyłem Matce Bożej i od tego czasu zaczęliśmy doświadczać w naszej rodzinnej wspólnocie wspaniałego działania Ducha Świętego. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Postanowiłem nigdy więcej nie wyjeżdżać z rodziną na zagraniczne wojaże w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, bo zrozumiałem, że są to największe Święta dla nas żyjących tu na ziemi. Na koniec chciałbym jeszcze raz podzielić się ze wszystkimi tym, co zrozumiałem dzięki Bożej łasce w Medjugorie, że materializm i pieniądze nigdy nie powinny się stać najważniejsze w życiu człowieka. Kiedy człowiek im ulegnie, to wtedy mogą go doprowadzić do zguby wiecznej.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Do głębi wstrząsnęły mną słowa św. Katarzyny, które wtedy przeczytałem:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">„U kresu ziemskiego życia dusza zostaje na zawsze utrwalona w dobru i złu, które obrała według słów: „<strong>Gdzie cię zastanę</strong>”, co oznacza: w godzinie śmierci, z wolą utwierdzoną, w grzechu lub skrusze „<strong>tam cię osądzę</strong>”. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Tak łatwo jest się oszukiwać i wmawiać sobie, że jestem przecież porządnym, wierzącym i praktykującym katolikiem, a te drobne słabostki, które mną zawładnęły  &#8230; przecież Pan Bóg nie jest aptekarzem &#8230; </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">***********************</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify"><span lang="PL">Tyle –bardzo szczera- wypowiedź młodego Polaka. A ja? Czy sam siebie nie oszukuję, że przecież jestem wierzącym &#8230;. ? Gdzie mnie Boże zastaniesz? Jakim mnie osądzisz?</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRSS>http://rekolekcje.ovh.org/WordPress/?feed=rss2&amp;p=75</wfw:commentRSS>
		</item>
	</channel>
</rss>
